Zimowy Zlot


Od zlotu minęło już sporo czasu, ale skoro mimo złej pogody udało nam się cokolwiek zdobyć oprócz schroniska to kronikarski obowiązek mówi, że trzeba to uwiecznić. Zlot w Chochołowskiej był planowany chyba z miesięcznym wyprzedzeniem dzięki czemu dużo osób mogło się do niego przygotować odkładając pieniądze na schroniskowe piwo w cenie 8 zł, załatwiając sobie wolne w pracy lub dozbrajając się. Suma summarum uzbierał się okrągły tuzin osób które przyszły z nastawieniem na złojenie czegokolwiek mimo pogody i takich którzy nastawiali się na stricte integracyjny weekend. Naszą podróż zaczynamy o 4:40 z Krakowa, standardowo jestem na styk i autobus mi nie odjechał tylko dlatego, że kierowca wyszedł jeszcze na szluga, a taksówkarz po znajomości nie patrzył na ograniczenia prędkości. Dla spieszących się naprawdę polecam 4-cars, z Czyżyn na Dworzec w 7 minut. W autobusie zastaję już Mańka i Kiełbasę z towarzyszkami podróży. Wyciągam browary z kieszeni i zaczynamy podróż. W Zakopanem rozdzielamy się i po uzupełnieniu zapasów udajemy się busem do Kościeliskiej . Swoją drogą, Sofia dzięki za odciążenie plecaków. W busie otwieramy kolejne harnasie i na końcowym przystanku wita nas słońce i czyściutkie niebo. Rozochoceni tym widokiem i pełni optymizmu ruszamy dziarsko w stronę schroniska Ornak. Czas mamy nawet dobry, śniegu mało, w ogóle kto to widział żeby w lutym w tatrach chodzić po trawie? W schronie pół godzinki dla słoninki, zamawiamy kiełbasę, otwieramy kolejne piwo (które to już?). Humory dopisują, a Kiełbasa swoją fantazją zapewnił dobry humor dziewczynie w schronie na resztę dnia:) Ruszamy w dalszą podróż, Bystra prezentuje się naprawdę przepięknie i jedyne co mąci naszą radość to fakt zasuwania teraz znienawidzoną Iwaniacką. Mnie się podobało i wolę 10 razy przejść tam i z powrotem Iwaniacką przełęcz niż raz w zimie na Krzyżne. Słoneczko grzeje, duża przejrzystość, z minuty na minutę jest coraz przyjemniej.

Zapowiada się przyjemnie

Problemy zaczynają się po wyjściu z lasu, wieje, a śnieg nas coraz bardziej spowalnia. Widać nie kłamali z tymi 4 stopniami Beauforta. Na grani trzymamy się blisko siebie i musimy się dobrze zapierać żeby nikogo nie zwiało. Szybka ocena sytuacji i idziemy ile damy radę. Już wiemy, że o Bystrej i Starorobiaciańskim możemy dzisiaj zapomnieć. Pomijając fakt, że co chwilę nami trochę rzuca na boki to idzie się dobrze. Na szlaku spotykamy jeszcze kilka osób i słyszymy, że dalej sporo śniegu nawiało. Myślimy sobie będzie kicha i zaczynamy się już rozglądać za alternatywną drogą zejścia w stronę Doliny starorobociańskiej. Dochodzimy do Ornaczańskiej Przełęczy i zastanawiamy się gdzie ten nawiany śnieg?

Chowamy się między skały i podczas gdy Kiełbasa studiuje mapę, ja podziwiam widoki póki jeszcze coś widać, Maniek z rozbrajającą miną wyciąga butle z tlenem;). Ruszamy w dalszą drogę, walczymy z wiatrem, a Kiełbasa bawi się w Małysza i próbuje skakać. W momencie kiedy wchodzimy w chmury, widoków nie mamy już żadnych, decydujemy się na odbicie w stronę schronu.

Grzbiet Ornaku

Zamiast się męczyć i robić kółko przez Starą Robotę, znajdujemy żleb przed Siwymi Skałami i uskuteczniamy dupozjazdy. Teraz droga już nie jest taka przyjemna bo przedzieramy się przez zapadający śnieg i bawimy się tak aż do Polany Iwanówki. Dalsza droga to już tylko mozolne podejście do schroniska i marzenie o prysznicu, zimnym piweczku i ciepłym posiłku. Na miejscu lekkie zdziwienie bo w schronie nie ma żadnej znajomej twarzy, jedynie porozrzucane plecaki. Mamy czas żeby zrobić się na bóstwo zanim przyjdą dziewczyny i najeść się żeby nie paść po pierwszym piwie w schronie. Ja poszedłem spać w trakcie drugiego. Pobudka po ok. trzech godzinach, pokój już prawie pełny, piwo się leje, towarzystwo dzieli się wrażeniami z Grzesia i Świnicy sprzed dwóch dni. Nie będę opisywał co się działo w nocy bo i tak nie oddałbym panującej atmosfery. Przyjście KwaQa z Azorem na smyczy, sesja zdjęciowa, doping dla Justyny ze schronu, genialne herbatki Hathor, ZTGM pełną gębą. Szacunek dla dziewczyn którym się chciało gnieść 14 godzin w pociągu żeby przyjechać w taką pogodę w Tatry… zwłaszcza za dojście do schroniska w gipsie. W sobotę kilka osób po raz kolejny idzie na Grzesia (podobno najlepsze dymanie tego roku), my ok. południa wyruszamy w drogę powrotną i jedynie KwaQ z samymi dziewczynami zostaje na jeszcze jedną noc… Biskup by tego nie pochwalił;)

Wszystko pod kontrolą

Azor KwaQa

Reklamy

Posted on 22/02/2010, in Tatry Polskie, Tatry Wysokie, Wyrypy i trochę trudniejsze wypady, Z innej beczki and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: