Kontemplacja, czyli byle jakie łażenie (Kasprowy Wierch)


Dzień przed eskapadą pojawiła mi się możliwość wyjazdu w Tatry, szybka ocena warunków pogodowych i widzę, że to ostatni dzień w najbliższym czasie gdzie zza chmur wychodzi słońce.
Rano oczywiście tradycji stało się zadość i nie ważne czy wstanę o piątej, czwartej, jadę z kimś czy sam i tak na PKS zdążę na styk. Tym razem kierowce łapałem już przy wyjeździe z dworca.
Ostatnie godziny na lekką drzemkę, dojeżdżam do Naprawy.
Wysiadam w Zakopcu i uświadamiam sobie, że jest to jedyne miejsce gdzie lokalna komunikacja kursuje częściej w soboty i święta niż w dni powszednie. Jako, że mamy piątek, bus do Kuźnic odjechał kilka minut przede mną to na następny musiałbym czekać ponad pół godziny. Zamiast tego dokupuję dodatkowego energy drinka na drogę, jakiś baton i szybkim tempem ruszam w stronę Kuźnic. Czas od Zakopanego do kolejki na Kasprowy wyszedł mi trochę ponad 30 minut.


Od razu kieruję się zielonym szlakiem na Kasprowy Wierch z krótką przerwą na Myślenickich Turniach. Tempo cały czas OK i wg mapy nadrobiłem kolejne 30 minut.
Ruszam w dalszą drogę i już po kilkunastu metrach muszę ubrać stuptuty bo niespodziewanie przywitał mnie zapadający się śnieg. Dreptam sobie tak pod górę, kilka razy zbaczam ze szlaku i idę po bardziej przetartej ścieżce. Im wyżej tym śnieg jest gorszy, na wysokości mnie więcej Suchej Czuby zapadam się już po jaja i szybciej poruszam się na czworaka niż normalnie idąc.
Kasprowy Wierch zdobyty po jedenastej. Szybka panorama i od razu ruszam na Beskid gdzie urządzam sobie odpoczynek i w końcu konsumuję śniadanie. Wieje przeokropnie i właściwie cały czas bardziej leżałem niż siedziałem żeby mi nic z plecaka nie wywiało.
Po ubraniu raków ruszam w dalszą drogę. Na przełęczy Liliowe spotykam jakąś czteroosobową grupę która też za cel obrała sobie Świnicę. Daję im się wyprzedzić robiąc kilka zdjęć i modląc się żeby mi aparatu nie wywiało (prognozy mówiły o 6 stopniu w skali Beauforta w porywach do 90 km/h i nie mam podstaw żeby im w to nie wierzyć). Widzę przed sobą, że dwie osoby z tych przede mną rezygnują i schodzą za Skrajną Turnią. Pewnie doszli do wniosku, że nie ma sensu walczyć z wiatrem i wychodzić na szczyt z którego na widoki nie ma co liczyć.

Z dodatkową motywacją, że zajdę dalej niż oni wychodzę kolejno na Skrajną i Pośrednią Turnie, słońce przyjemnie grzeje, widok na Świnicę zachwycający, zaczynam zejście do Świnickiej Przełęczy i nagle jeb! Puściło mi wiązanie w prawym raku. Kombinuję jak to inaczej związać żeby się trzymało, ale nie ma szans. K… znowu raki! Ostrożnie schodzę do przełęczy ale kiedy trzeba zacząć się wspinać to jest jakaś porażka. Walczę jeszcze chwilę ale przy nieplanowanym zjeździe i ratowaniu się czekanem odpuszczam. Gdybym miał sprawne raki, albo chociaż ktoś by ze mną szedł mógłbym próbować, ale tym razem uznałem wyższość góry. Tak swoją drogą kiedy się niespodziewanie człowiek poślizgnie to w momencie przypomina sobie wszystko czego się nauczył o hamowaniu czekanem, ale żeby go na początku nie zgubić to trzeba mieć odrobinę szczęścia. Mój dał mi po głowie ale szybko sprowadziłem go do parteru i jednak zatrzymałem się kilka metrów przed bardzo nieprzyjemną stromizną modląc się żeby w końcu się zatrzymać.
Udało się, uśmiecham się głupio do siebie, odwracam w drugą stronę i robię super dupozjazdy ćwicząc przy okazji hamowanie czekanem.

Gdzieś w pobliżu Długiego Stawu zasiadam na wielkim głazie i wyleguję się chwilę, jedząc wszystko co i jeszcze w plecaku zostało. Dodam, że tym razem bagaż chciałem ograniczyć do minimum i szedłem z takim śmiesznym plecaczkiem na jedno ramię w którym mieściły mi się tylko raki, zwinięte stuptuty, kromki i litr napoju. Resztę rzeczy popakowałem po kieszeniach więc lans na wielkiego łojanta w tym dniu odpadał (przynajmniej w pół godziny z Zakopca do Kuźnic doszedłem).
Słońce już zaczynało chować się za szczyty to pomyślałem, że po przechadzam się jak emeryt i będę się zachwycał urodą zamarzniętych Stawów. Łażę sobie tak bez celu powoli kierując się w stronę kolejki krzesełkowej i nagle widzę drogowskaz, a na nim KARB → 20minut. O tak odwiedzę starego znajomego Kościelca. Z 20 minut oczywiście zrobiło się 40, zapadam się tak, że z trudem powstrzymuję wulgaryzmy cisnące mi się na język. Przynajmniej do momentu kiedy zapadłem się poczułem. Że robi mi się mokro. Wyciągam nogę i już jestem pewny, wpakowałem się w strumień pod śniegiem. Idę dalej na czworakach żeby nie umoczyć drugiej nogi, doczołgałem się tak kawałek i dalej z większym wysiłkiem idę w stronę Karbu. Podziwiam jeszcze chwilę widoki i już miałem grzecznie iść szlakiem w stronę Murowańca kiedy zobaczyłem na dole dwójkę ludzi, a za nimi ślady po dupozjazdach. Od kiedy pierwszy raz w kwietniu, dwa lata temu tutaj przyszedłem to już wyobrażałem sobie jak stąd można zjechać. Bez tracenia czasu na zastanawianie się, siadam na dupie i jazda! Coś niesamowitego! Po drodze, dwa razy hamuje, adrenalina skacze, ale zjazd piękny aż do połowy lawiniska.

Karb

Cały zasypany ze śniegiem za kurtką, w butach i spodniach, ale z uśmiechem na twarzy idę powoli w stronę schroniska. Po drodze jeszcze jeden kontrolny telefon, że żyję i już bez żadnego postoju zasuwam w stronę Kuźnic. Wybrałem drogę przez Boczań co było strasznie głupim pomysłem bo cały czas musiałem się pilnować żeby się nie przewrócić. Całą szerokością ścieżki płynęła woda, a pod nią gładziutki jak szkło lód.
Lekko poobijany, nie tyle zmęczony co zawiedziony, że jednak nie udało się wejść na Świnicę melduję się w domu ok 20 i już zastanawiam się kiedy wrócę się zrewanżować.

PS. Dzięki temu spontanicznemu wyjazdowi mam kolejny miesiąc z rzędu w górach i za każdym razem jednak coś wyższego, Styczeń – Lubomir, Luty – Mogielica, Marzec – Pośrednia Turnia (najwyższy punkt gdzie udało mi się wejść). Czekamy na kwiecień i już przy wiosennej pogodzie konkretniejsze wejścia.

Advertisements

Posted on 25/03/2010, in Tatry Polskie, Tatry Słowackie, Tatry Wysokie, Zorganizowana Turystyka Górsko Melanżowa and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: