Lackowa


Korzystając z ładnej pogody i kilku godzin wolnego postanawiam z puchatym zaatakować Lackową. Wyjeżdżamy jego Madzią z samego rana w stronę Mochnaczki, wujek wykrzyknik mówi, że najważniejszy jest styl więc przed opuszczeniem granic administracyjnych Krakowa robię drugie piwko. Korek w okolicach Nowego Sącza to korzystam z okazji i w klapkach wybiegam z samochodu, przebiegam drogę do sklepu, uzupełniam zapasy i łapię puchatego kilkadziesiąt metrów dalej… dalej w korku.

Luboń Wielki i inwersja termiczna

Dojeżdżamy do miejscowości Widły jeżeli mnie pamięć nie zawodzi już od głównej drogi znajdujemy zielony szlak.

Ubieram stuptuty, puchacz już klnie, że nie wziął swoich bo trzeba brodzić w konkretnym błocie. Dreptamy pod górę, gubimy szlak, ale kierunek mamy słuszny więc po chwili znów go znajdujemy. Słońce grzeje, wiosna na dobre, życie jest piękne! Znowu gubimy szlak, tniemy na przełaj i liczymy, że szybko go odnajdziemy, jest jakaś ścieżka, później rozwidlenie, kolejne rozwidlenie, przez przypadek zdobywamy szczyt i to na Słowacji – Čierťaž ( 760 m n.p.m.) i dzięki temu znajdujemy również nasz szlak. W przełęczy między jednym, a drugim wzniesieniem lokalizujemy polanę gdzie robimy krótki popas i atakujemy Lackową. Znowu gubimy szlak. Właściwie to ostatnie miejsce gdzie go widzieliśmy był na polanie na której się rozsiedliśmy ale komu by się chciało wracać 100 metrów? Lepiej przejść kolejną wydeptaną ścieżką na przełaj i voila! Znowu znaleźliśmy szlak. Teraz zaczyna się już podejście na serio i możemy na własnej skórze odczuć wybitność Lackowej o której tak się wszyscy rozwodzą.

Strome stoki Lackowej

Fajne wejście, lekko męczące, jak na kapustę miłe zaskoczenie. Szukamy szczytu i kolejne zaskoczenie. Na jednym poziomie mamy dwie tablicę informujące nas o różnych wysokościach – 996/997 m n.p.m. Łączymy się telefonicznie z profesorem ds. KGP i bez zbędnego siedzenia na szczycie i podziwianie drzew ruszamy w drogę powrotną. Na szlaku mijamy turystę z Gdańska i kawałek dalej całe rodziny z dziećmi w nosidełkach, chciałbym zobaczyć jak wdrapywali się na szczyt. Szybkie zejście i bez postojów na jedzenie (chyba, że ktoś popularne fast foody nazywa jedzeniem) jedziemy do Krakowa oddawać się kolejnym przyjemnością pięknego dnia. Kolejna góra zdobyta z korony jest zdobyta, styl marny ale czas dobry.

Beskid Niski

Reklamy

Posted on 08/05/2010, in Górki i pagórki, Zorganizowana Turystyka Górsko Melanżowa and tagged , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: