Monthly Archives: Czerwiec 2010

Polski Grzebień we mgle + Giewont w totalnym mleku


O szóstej rano wyjeżdżamy Madzią Puchatego w stronę Zakopanego. Plan jest taki, że jak pogoda będzie kijowa to idziemy na Polski Grzebień (2200 m n.p.m.), a jak będzie widać słońce to atakujemy coś po naszej stronie tatr. Oczywiście, że zdobywaliśmy przełęcz na Słowacji. Koniec czerwca, a pogoda jak na początku marca tylko śniegu mniej. Dojeżdżamy do Tatrzańskiej Polanki, samochód zostawiamy przy głównej drodze i w składzie ja, Pilarka i Puchaty ruszamy asfaltem pod górę. Zaraz za parkiem koło poczty jest budka w której należy zabecalować za parking i wejście, a my zapomnieliśmy o ojrosach. Na nasze szczęście ruch był praktycznie zerowy i filanc urządził sobie drzemkę. Szybkim krokiem mijamy budę i idziemy dalej asfaltem. Po kilku minutach droga robi się już ciekawsza i ścieżka idzie prosto po kamieniach i tylko momentami przecina asfalt. Po ok. 20 minutach wchodzimy do lasu i dreptamy po kamyczkach dalej pod górę, czasami idzie się pod prąd wzdłuż Wielickiego Potoku, mijamy kilka kładek i na Wielickim Moście robimy sobie krótką sesję zdjęciową. Czas przejścia skróciliśmy o ¼ i dalej utrzymując tempo (które narzuciła Pilarka) zasuwamy pod górę. Puchaty zaczyna się zastanawiać kiedy się uspokoimy i zwolnimy trochę. Wychodzimy z lasu i ukazuje nam się we mgle ściana Gerlacha.

„Chodźmy na Gerlach”

Read the rest of this entry

Reklamy

Trochę niższa Wysoka


Od dłuższego czasu wyczekujemy okna pogodowego żeby wybrać się na jakąś eskapadę. Trafia się w końcu odrobina słońca w wolny dzień i wieczorem decydujemy się na Wysoką… tą niższą Wysoką bo koło Szczawnicy. W składnie ja, Ewa i nasz nie uśmiechnięty kierowca – puchaty. Chcieliśmy wyjechać o ósmej, a najlepiej o siódmej jednak wiedzieliśmy, że mogą być problemy ze wstawaniem więc przed dziewiątą dopiero ruszaliśmy w trasę. Z pierwszym piwem wytrzymujemy aż do Myślenic i już widzimy, że pogoda tego dnia będzie po naszej stronie. Dojeżdżamy do Szlachtowej za Szczawnicą i stamtąd żółtym szlakiem idziemy w stronę Wysokiego Wierchu.

Ja to jestem zdolny

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: