Rysy 2499 m n.p.m.


Z Krakowa wyjeżdżamy po czwartej rano i mocno zaspani udajemy się do Palenicy. Becalujemy za parking i szybko ruszamy w stronę schroniska żeby zdążyć przed inwazją turystów. W planach było śniadanie w Roztoce ponieważ jeszcze nigdy się tam nie stołowałem, dodatkową mobilizacją stał się deszcz i grad który dopadł nas na ostatnim kilometrze. Po jakiejś godzinie przejaśnia się, posileni zupą czosnkową i kiełbasą bierzemy się za nadrabianie czasu. W MOKU tłumy więc zaopatrujemy się tylko w czekoladę i następny postój robimy przy Czarnym Stawie pod Rysami. Pogoda z każdą chwilą się poprawia, turystów przybywa, widać już pierwsze szpilki w drodze na Rysy. Idzie się przyjemnie mimo korku który zaczął się już przed Bulą pod Rysami.

Czarny Staw pod Rysami i Morskie Oko

Później już standardowo łańcuchy, pielgrzymki i droga mleczna (ach ta pogoda). Tempem jednostajnym zdobywamy najwyższy punkt w Polsce około godziny 14, widoczność taka, że nie widać nawet wierzchołka po stronie słowackiej. Siedzimy chwilę na szczycie, zastanawiamy się co te głupie kwiatki robią na takiej wysokości i trafiamy na kilkusekundowe przejaśnienie, widoki zapierające dech w piersiach. Na szczęście żeby nie zemdleć szybko wraca mgła i nie zdążyłem zrobić ani jednej fotki. Celem był polski wierzchołek więc nie ruszamy tyłka za granicę i zostajemy na 2499 metrach n.p.m. Przy zejściu, po pierwszych łańcuchach chmury rozwiewają się na trochę dłużej i możemy podziwiać Ciężką Dolinę i okoliczne szczyty.

Polski wierzchołek Rysów

Niżne Rysy – 2430 m n.p.m.

Schodzimy dalej, przejrzystość coraz lepsza i pogoda w końcu wynagradza nam zmęczenie. Cały czas w okolicy grzmi więc nie robimy posiadówek na podziwianie panoram tylko spokojnie idziemy w stronę schronu. Niestety pogoda załamuje się mniej więcej na ostatnich łańcuchach i resztę trasy pokonujemy w ulewnym deszczu po śliskich kamieniach, a okoliczne pioruny zapewniają nam wspaniałe doznania dźwięku 3D surround. Część osób chowa się pod głazami, większość tak samo jak my zasuwa do schroniska. Zejście po tym śliskim rumowisku w towarzystwie hałasujących wycieczek zza wschodniej granicy wyposażonych w trampki i torebki jest co najmniej wkurzające. Przy zejściu do Morskiego Oka zauważamy jeszcze sarnę która stoi dosłownie 2 metry od nas i wsuwa trawę nic sobie nie robiąc z turystów cykających zdjęcia. W schronie zasłużony posiłek i zmęczeni, ogarnięci całkowitymi ciemnościami wracamy do samochodu. Od parkingowego dowiadujemy się jeszcze, że przed chwilą widziano misia w okolicy ale widocznie nie lubi kościstego bo nas nie zaczepiał. Po 13 godzinach dreptania, nie wyspani, zmęczeni i mokrzy walcząc z ciężkimi powiekami wracamy do Krakowa.

Advertisements

Posted on 01/08/2010, in Tatry Polskie, Tatry Wysokie, Wyrypy i trochę trudniejsze wypady and tagged , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: