Piękna Świnica i DPSP


Hala Gąsienicowa o brzasku

Hala Gąsienicowa o brzasku

Wracamy z pracy, kładziemy się spać, po niecałych dwóch godzinach pobudka i wyjazd… W takich chwilach naprawdę można się zastanawiać czy jesteśmy normalni. 17 listopada o godzinie pierwszej w nocy już byliśmy w samochodzie w stronę tatr gdy nagle zadzwoniła moja siostra, że jest w okolicach rynku i nie ma gdzie spać. Dobry brat, zmienia plany i użycza mieszkania na dwa dni – i tak w tym czasie będę okupował Piątkę. Wyjazd lekko się opóźnił ale nic to, jedziemy, jedziemy i za Libertowem łapie nas taka mgła, że zwalniamy do 20 km/h i nic nie widać w odległości 10 metrów. Non stop wjeżdżamy w takie krowie placki z mgłą przez co w Zakopcu meldujemy się grubo po 3 rano. W planach była Słowacja, ale zmęczenie i czas zmuszają nas do zmiany planów i wschód słońca planujemy oglądać gdzieś z okolicy hali Gąsienicowej. Z Kuźnic ruszamy ok 4:30 i w żwawym tempem z dwoma krótkimi przerwami (co by misia nie spotkać) dozbrojeni w czołówki gnamy w stronę Murowańca.

Ciemność, ciemność widzę!

Ciemność, ciemność widzę!

Droga mija ok pomijając fakt że jest ciemno jak w dupie u murzyna ale przynajmniej czasami jakaś gwiazda spadnie i pilnujemy żeby nie trafiła w nasz samochód na dole. Za schronem łapie nas kryzys i stwierdzamy, że i tak nie wejdziemy na żadne ciekawe miejsce, poza tym chmury, głodni jesteśmy i w ogóle bla bla bla więc otwieramy browarki i odnajdujemy etos górski. Chmury są więc dzień zapowiada się ciężko. Jemy, pijemy, rozjaśnia się więc kozice które w ciemnościach robiły za misia czmychają w wyższe partie gór. Po wschodzie, a raczej rozjaśnieniu się nieba ruszamy czarnym szlakiem w stronę Świnickiej Przełęczy. Idzie się dobrze, plecaki nie dają nawet w dupę mimo ciężaru, niebo się czyści z chmur, robi się bajka więc nie mamy podstaw do narzekania i przed przełęczą robimy sobie drugą przerwę. Przed samą przełęczą dozbrajamy się w raki i szybkim krokiem pokonujemy śnieg. Dostrzegamy za nami jednego turystę bez sprzętowca, a nad nami filanca z rogami pilnującego żebyśmy nie zboczyli ze szlaku.

Podglądacz, pewnie zboczeniec

Podglądacz, pewnie zboczeniec

Dochodzimy na przełęcz i w tym momencie odsłania nam się piękna panorama na zachodnie. Wszystkie masywy widać, każde wypiętrzenie w tle, każdy pagór, no żal tylko ściska, że nie ma z nami Mańka z aparatem:) Dla odmiany w stronę Zakopanego i Nowego Targu – morze chmur… pewnie kiepska pogoda była:) Robimy zdjęcia, kręcimy panoramę, w międzyczasie dogonił nas gość bez raków, mówi, że trochę ciężko ale wyglądał na obeznanego więc puszczamy go przodem. My ślimaczym tempem ruszamy w stronę wierzchołka Świnicy i dokumentujemy wszystko dookoła dwoma aparatami.

Jest dobrze

Jest dobrze

Jeszcze trochę widoczków

Jeszcze trochę widoczków

Panorama ze Świnicy

Panorama ze Świnicy

"Chodźmy granią"

„Chodźmy granią”

Widok na DPSP

Widok na DPSP

Widoki jakie rzadko się w życiu trafiają. Po 12 meldujemy się na 2301 m n.p.m. Rachunki ze świnią zostały wyrównane, na początku roku nie chciała mnie puścić, teraz wynagrodziła mi to widokami. Korzystamy z okazji, robimy panoramę (youtube nie chce przyjąć pół giga HD), jemy i… pora schodzić do DPSP. Droga rzez Zawrat ciekawa, trochę daje się we znaki już zmęczenie i godzina snu. Mnie wracają siły gdy zaczyna się zabawa z dłuższymi łańcuchami, Pilarkę wręcz przeciwnie siły opuszczają i z zaciśniętymi zębami i krótkimi wiązkami przekleństw pokonuje wszystkie przeszkody. Miejscami było całkiem ciekawie i musiałem się trochę namęczyć żeby dziabą skuć lód, bo przecież na kilka metrów nikt raków ubierał nie będzie. Gdy pokonujemy ostatnie łańcuchy odbijamy ze szlaku i wydeptaną ścieżką skracamy sobie drogę i nie zdobywamy Zawratu… trzeba wrócić zimą:)

Walentkowy Wierch i Świnica

Walentkowy Wierch i Świnica

Schodzimy przy zachodzącym słoneczku do schroniska w D5SP, browarek i poza faktem, że nie ma ciepłej wody, a zimna zwana letnią leci małym ciurkiem i kuchnia serwuje jedynie zupy to jest bardzo OK. Świnica siadła dzień na plus, następny zaczął się chmurami i deszczem więc po ZTGM zdobywamy Siklawę i udajemy się do domu… w masakrycznych korkach. Super wypad w dużej mierze dzięki pogodzie która nie pokryła się z prognozami… no i Świnica w końcu puściła:)

Pijem i bawim!

Pijem i bawim!

Advertisements

Posted on 18/11/2010, in Tatry Polskie, Tatry Słowackie, Tatry Wysokie, Zorganizowana Turystyka Górsko Melanżowa and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: