Nie polataliśmy (Kasprowy, Świnica, Zawrat i Psia Trawka:))


W połowie sierpnia w końcu zaczęło się lato więc pełni entuzjazmu udajemy się w kochane Tatry. Trasę wymyśliła Ewa, jak się później okazało taką samą jak KwaQ niestety ani jemu ani nam nie udało się dojść do celu. Plan był prosty: wjeżdżamy jak typowi turole kolejką na Kasprowy wszak w dalszym ciągu w jego żlebach mógł się czaić groźny śnieg i stamtąd idziemy przez Świnię i Orlą Perć do Piątki na noc. W kolejce do kolejki jesteśmy blisko godzinę przed startem pierwszego wagonika, a i tak się nie załapujemy, więc górną stację osiągamy lekko po 7 i pomijając porywy wiatru to jest naprawdę pięknie. Idziemy, a raczej uciekamy na Bestię przed rodzinami z dziećmi i fanami młodych kozic. Po 20 minutach chmury przysłaniają już tylko Świnicę i gdzieś nad Zachodnimi tworzą się jakieś pojedyncze ciemne kołtuny, rokowania są dobre.

Świnica wyłania się z chmur

Bez przystanków idziemy na samą Świnicę starając się pilnować czasu mapowego, a z plecakiem załadowanym na dwa dni w browary, śpiwory i jedzenie nie jest to takie proste. Gdy dochodzimy do łańcuchów za przełączką w której zmienia się ścianę Świnicy i idzie od strony Walentkowego jesteśmy systematycznie mijani przez wszystkich łącznie z zakonnicami które podobno drugi raz w tym tygodniu przechodzą OP. Tworzą się pierwsze zatory na łańcuchach, a na szczycie jest kilkanaście osób. Jemy śniadanie, praktycznie cały czas utrzymuje się totalne mleko przez co widoków ze szczytu nie mamy żadnych. Po krótkim odpoczynku pędzimy na Zawrat licząc, że nie będzie tam takich tłumów jakie nadciągają na Świnicę… myliliśmy się. Ludzi nawaliło tyle, że musieliśmy rozsiadać się przy łańcuchach na OP bo nie było miejsca żeby zdjąć plecak. Ludzie się pchają jeden za drugim po łańcuchach, ciężko do ruchu się włączyć, zaczynają się sesje zdjęciowe, śmigło robi już kurs z okolic Rysów do Zakopca, koło nas dwóch starszych panów próbuje dziarsko iść po łańcuchach i jeden z nich zalicza zjazd z kamieniami, dobrze, że zdążył się czegoś złapać. Generalnie kiepski dzień na robienie popularnych tras, Ewa do tego mówi, że plecak jej ciąży więc schodzimy w okolicę Kołowej Czuby i zaczynamy go odciążać.

Kołowa Czuba, Miedziane i Szpiglas

Cel po zbóju

Gdy zostały nam już tylko dwa piwa postanawiamy udać się do schronu i ponownie natrafiamy na kolejki, jejku nigdy nie szedłem w pielgrzymce z Zawratu do Piątki… krok… krok… krok… ja pier… krok! Przy okazji odkrywamy Trzy Główne Wady Piwa. Po pierwsze to chce się po nim sikać, a przy tylu ludziach to jest spory problem, po drugie bąbelki uciekają więc nawet jak chce Ci się sikać to i tak musisz dopić żeby się nie wygazowało, po trzecie… nie pamiętam ale jakiś minus jeszcze był:)
W schronie udaje nam się złapać ostatnie wolne łóżko (dwa dni wcześniej rezerwowałem już deski).
Pokój zbiorczy, jakiś gość w nocy masakrycznie chrapie, ciumkamy, gwizdamy (czasami pomaga), ktoś wyciągnął gwizdek ratowniczy i zaczął w niego dmuchać. Jaja jak berety ale i tak nie jest źle, na zakręcie na schodach musiały się zmieścić trzy osoby bo podłoga piętro niżej była zajęta, a tam chrapanie też było słychać hehe.
Następnego dnia pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie, raz siedzimy we mgle, a nad nami chyba zraszacz zamontowali, chwilę później widać wszystkie okoliczne szczyty. Patrzę jak wygląda podejście na Świstówkę i już wiem, że najlepszym i jedynym słusznym wyjściem będzie zdobycie Psiej Trawki! Droga nawet ciekawa, nigdy mnie tam nie było, a momentami nawet całkiem przyjemne widoczki są.

Do takich widoków tłumów nie było

Ciągłe podejścia i zejścia z plecakiem męczą okrutnie do tego przy Polanie Waksmundzkiej zaczęło lać jak z cebra i humor poprawił nam się dopiero przy samochodzie gdy mogliśmy ubrać suche rzeczy i jechać na porządny obiad.
Nigdy więcej Polskich oklepanych szczytów w lecie!

Plusem wycieczki o którym nie wspominałem wcześniej jest gwarantowana dawka dobrego humoru zapewnianego przez turystów którzy akurat idą koło nas i tak np. gość patrząc na mapę wskazuje Gładką przełęcz i mówi, że to Wrota Chałubińskiego więc logicznie Szpiglas dla niego to Rysy:)
Inną ciekawostką jest choroba wysokościowa w Tatrach, dwóch ziomali opowiadało jakimś dziewczynom, że zaczyna się już przy 2200 m n.p.m. pojawiają się trudności w oddychaniu, serce inaczej pracuje i takie tam:) Hitów było dużo więcej ale może już dam niewinnym ludziom spokój.

Reklamy

Posted on 11/08/2011, in Tatry Polskie, Tatry Słowackie, Tatry Wysokie, Zorganizowana Turystyka Górsko Melanżowa and tagged , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: