Klęknięcie przed fajką (Żółta Turnia)


Zanim zaczniecie proponuję się doszkolić:

O 5 rano meldujemy się w Zakopcu i idziemy przy świetle czołówek w stronę Hali Gąsienicowej, co jakiś czas słychać jelenie udające misie i ryczące żebyśmy nie schodzili ze szlaku bo nas filanc przyłapie. Mówimy, że my grzecznie na Kościelec tylko. Podobno jeżeli niedźwiedź napotka więcej niż jedno zwierzątko to nie atakuje więc na wszelki wypadek krzyczymy, że jest na trójka… jak Ewa poszła w krzaki to krzyczeliśmy, że nas jest dwóch ale Ewa jest sama:)

Zorganizowana Turystyka Górsko Melanżowa

W stronę Orlej Perci

Chmury zalewają Kasprowy Wierch

Wschód słońca łapie nas w okolicy Murowańca. Doszliśmy do Czarnego Stawu Gąsienicowego ale trochę nas zdziwiło, że nie jesteśmy sami więc postanowiliśmy poczekać do rozejścia się turystów i uzupełnić kalorie w organiźmie. Po ok 20 minutach gdy została już tylko czwórka obcokrajowców ruszamy i szukamy dogodnego odbicia z żółtego szlaku w górę. Kozica która stała na skale myślała, że to trójka turystów schodząca ze szlaku, ale to był tylko Chuck Testa!
Idzie się super do wyboru jest albo doga rumowiskiem skalnym w rynnie albo zabawa po większych głazach i rynienkami. Pogoda super, od strony Zakopca morze chmur, a z drugiej strony widać wszystkie okoliczne szczyty i tylko Giewont znika co jakiś czas.
Na wierzchołku meldujemy się dobrze przed 10 więc po obowiązkowej sesji zdjęciowej i wypiciu większości zapasów idziemy… spać.

Myślicie pewnie, że to była Żółta Turnia? Nie, to też Chuck Testa! Dwie godziny kimania w słońcu naładowały nas na dalszą wędrówkę. Idziemy w stronę Wierchu pod Fajki tak długo jak się będzie dało, a jak będzie lufiasto to najwyżej zejdziemy z przełęczy. Dosłownie dwie minuty po tym jak się zebraliśmy zaczęły się przewalać chmury przez całą okolicę i od Żółtej Przełęczy towarzyszyło nam widmo brocken.

Widmo Brocken

Przynajmniej tak nam się wydawało bo okazało się, że to znowóż Chuck Testa. Udajemy trochę taternickie łajzy i pod pierwszą fajką wchodzimy na grań. Widzimy kursantów z linami na ścianach Orlej Perci, a ja po dojściu do ringa na grani stwierdzam, że do dalszej drogi lina też by nie zaszkodziła. Powoli zaczynamy schodzić na stronę Doliny Pańszczycy. W ramach uatrakcyjnienia zejścia Ewa uruchamia głaziora który mało co nie poleciał po nogach. Trzyma go jedną ręką, drugą trzyma skałę i mówi żeby jej pomóc bo zaraz będzie bolało. Schodzę trzy metry niżej, biorę od Niej głaza i taka głupia sytuacja się zrobiła. Stoję na małym stopniu skalnym w jedną stronę trochę stromo w dół, w drugą trochę stromo w górę i nie bardzo jest gdzie kamień odłożyć. Nie namyślając się za długo krzyknąłem tylko “Uwaga kamień”, nikt nie odpowiedział to go spuściłem… Jak zeszła cała lawina kamienna, jak zaleciało siarką. Myślałem, że to moje dzieło, ale to znowóż Chuck Testa!
Przechodzimy w okolicy Żółtej przełęczy na drugą stronę grani i powoli już w totalnej mgle piarżystym żlebem schodzimy do żółtego szlaku. Później jeszcze piweczko w Murowańcu i na zawiasie do samochodu.

Advertisements

Posted on 15/09/2011, in Tatry Polskie, Tatry Wysokie, Zorganizowana Turystyka Górsko Melanżowa and tagged , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: