Już Bułhakow pokazał, że Szatan to całkiem porządny typ


Zarastająca ścieżka...

Zarastająca ścieżka…

Wyjazd zaczął się później niż zwykle i dopiero o 8:30 byliśmy na parkingu przy Szczyrbskim, ale czasami trzeba się wyspać po pracy. Na „dzień dobry” dostajemy mały rabat na parkingu i ruszamy czerwonym szlakiem by przy najbliższym rozstaju dróg z dwóch oznakowanych skręcić w jedyną zarośniętą ścieżynkę. W przewodniku napisali, że zarasta ale to co przeszliśmy to była prawdziwa puszcza i zamiast kijków przydatniejsza byłaby maczeta albo piła. Samo znalezienie właściwej ścieżki już jest trochę kłopotliwe bo sporo osób tutaj zbacza albo zostawić ślad po sobie albo wyżerać jagody, jednak mój czuły węch wyczuł kozie bobki i wiedział którędy nas prowadzić, na szczęście im dalej w las tym ścieżka bardziej ewidentna choć bardziej zarośnięta. Zdecydowanie rzadko chodzona droga, gąszcz gorszy niż na Młynarzu albo Kominiarskim, a po dotarciu do kosówki było sporo miejsc, że szybciej szło się z napędem na cztery albo w ogóle czołgając się pod gałęziami. Teoretycznie od zejścia ze znakowanego szlaku do Szatana miało być 4 godziny, ale to zdecydowanie nie przy tak zarośniętej ścieżce bo samo chaszczowanie zajęło nam ponad dwie!

Po wyjściu na trawiasty teren Trzygania atakują nas muchy i komary, a chmury wiszą na wysokości ok 2200 pozostawiając niewielką nadzieję na jakiekolwiek widoki, pocieszamy się, że przynajmniej będzie niczym nie zmącona zabawa ze skałą:)

Na Skrajną Basztę wchodzimy właściwie z rozbiegu i bez zatrzymywania się idziemy w stronę kolejnych.

Z Trzygania

Z Trzygania

Jest klimat

Jest klimat

Rysy i Wysoka

Rysy i Wysoka

Komitet powitalny

Komitet powitalny

Zabawy na grani:)

Droga staje się coraz ciekawsza, można iść ściśle granią lub obchodzić raz z jednej, raz z drugiej strony trudności. Nigdzie nam się nie spieszy, siła jest więc bawimy się i zdobywamy kolejne turniczki. Pogoda nas miło zaskakuje bo wg prognoz po południu miało pokropić, a nam rozwiewa chmury i od czasu do czasu nawet słońce widzimy. Za Małą Basztą trawersujemy po stronie doliny Młynickiej jakieś konkretniejsze turnie i za kopczykami wchodzimy na Pośrednią Basztę. Wygląda całkiem konkretnie, Ewa stwierdza, że ścieżka jest mało ewidentna i odbija na lewe żebro w którym sprawdza swoją psychikę. Po wystarczającym urozmaiceniu drogi spotykamy się pod wierzchołkiem i po pokonaniu ostatnich łatwych metrów rozsiadamy się i podziwiamy Mięgusze – z tej strony prezentują się równie imponująco co znad Morskiego Oka, widać Wysoką, Rysy, z drugiej strony pięknie wygląda Grań Soliska i można dostrzec grzyba skalnego na wierzchołku, Hruby, Szczyrbski… przyznam, że nigdy nie ciągnęło mnie specjalnie w ten rejon Tatr Wysokich ale teraz zmieniam zdanie.

Małe przewinięcie, bez trudności

Małe przewinięcie, bez trudności

Po obniżeniu trzeba wrócić na grań

Po obniżeniu trzeba wrócić na grań

Te turniczki trawersowaliśmy

Te turniczki trawersowaliśmy

"Mnie się wydaje, że jednak tędy"

„Mnie się wydaje, że jednak tędy”

Lans w grubym towarzystwie

Lans w grubym towarzystwie

Pośrednia Baszta 2374 m n.p.m.

Pośrednia Baszta 2374 m n.p.m.

Po ogólnym rozleniwieniu schodzimy na wąską Przełęcz nad Czerwonym Żlebem skąd zaczynamy końcowy atak na Szatana – droga jest ewidentna, w końcu grań:) i po paru chwilach osiągamy wierzchołek. Widoki rewelacja, wpis do zeszytu, przebieżka na drugi wierzchołek i można schodzić.

Lepsza byłaby lodówka z zimnym browarem

Lepsza byłaby lodówka z zimnym browarem

I nawet ktoś wpisał pierwsze polskie wejście bez tlenu:)

I nawet ktoś wpisał pierwsze polskie wejście bez tlenu:)

Wielkie Solisko na tle Krywania

Wielkie Solisko na tle Krywania
Drugi wierzchołek Szatana

Drugi wierzchołek Szatana

Pierwotnie zakładaliśmy opcje noclegu w okolicach szczytu i łojenie czegoś drugiego dnia (z tej okazji w plecaku taszczyłem śpiwór, 0,7 cytrynówki, jedzenia na dwa dni i karimatę) ale żeby nie psuć sobie zabawy schodzimy na dół. Nie zmądrzeliśmy za bardzo i zamiast wrócić się kilkadziesiąt metrów do właściwego żlebu prowadzącego na dół wybraliśmy ten bliżej schodzący spomiędzy dwóch wierzchołków, a tam kruszyzna, biała skała, przechodząca w śliską białą skałę, gdy śliska biała skała za bardzo zaczęła przypominać pion zrobiliśmy trawers przez żebro na południe i w następnym żlebie odnaleźliśmy właściwą drogę prowadzącą nas do szlaku. Nikomu nie polecam takich kombinacji alpejskich.

Szatan mówi dobranoc

Szatan mówi dobranoc

Wodospad Skok, moim zdaniem bije naszą Siklawę urokiem

Wodospad Skok, moim zdaniem bije naszą Siklawę urokiem

Nie było ZTGM więc wszystko wróciło z nami do Krzeszowic, plus jakieś zimne piwo następnego dnia i tak oto Szatan będzie wspominany jako jedna z najlepszych letnich wycieczek.

Najbardziej hardcorowe i tak było przedzieranie się przez kosówkę:)

Reklamy

Posted on 18/07/2013, in Tatry Słowackie, Tatry Wysokie, Wyrypy i trochę trudniejsze wypady and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 4 Komentarze.

  1. Supcio! Fakt, kosóweczka, zwłaszcza ta pożerająca – 2 metrowa – to największy hardcore w Tatrach:) Pozdrawiam!

  2. Wczoraj znalazłem Wasz wpis we „Vrhlova Kniha” 😉

    Pozdrawiam

  1. Pingback: 4 lata Summitate | Turystyka górska i wspinaczka

  2. Pingback: Prawdziwa męska przygoda | Turystyka górska i wspinaczka

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: