Łabajowa rehabilitacja


Nie dane jest mi regularnie się wspinać w tym sezonie, wczoraj przyszedł czas, że w końcu mogłem uderzyć w skały po zszywaniu kciuka. Wybór padł na Sarnią Skałę bo dawno nas tam nie było… Na tyle dawno, że skręciliśmy w złą uliczkę w lesie i trochę czasu straciliśmy na poszukiwania, gdy już znaleźliśmy skałę zaczynało coraz mocniej kropić, drogi były obwieszone przez kursantów, Ewie spadły morale i powiedziała, że tylko Łabajowa może uratować dzisiejszy dzień:) Parę kilometrów dalej już świeci słońce, oprócz nas dwie osoby, no to szpeimy się. Chciałem się rozgrzać na jakimś IV- ale Ewa powiedziała, że tu po prawej jest taka fajna droga, wygląda na łatwą, takie IV+ to zrobiła by to na wędkę. No to ktoś tą wędkę musiał założyć, wchodzę w drogę, przy drugim ringu już czuję, że ta moc co kiedyś, udało mi się zmęczyć 4 ringi, do piątego startowałem kilka razy no ale cholerna rysa nie chciała puścić (albo psychika chciała wracać). Zjeżdżam. Ładnie się zaczyna. Zmieniamy się teraz idzie Ewa, przynajmniej trzeba sprzęt odzyskać, doszła do tego samego miejsca co ja i zastanawia się po co wogóle się pcha wyżej jak tam są chwyty na kogoś z lepszą techniką, albo wyższym wzrostem, patrzy na trawers po prawej, ale jednak karze mi tam wracać i zakładać to auto. Idę, droga mnie wypruła jak conajmniej VI+, jestem już w tym samym miejscu gdzie skończyłem, rozglądam się, dobra widzę jakiś dobry chwyt głęboko w rysie, ale żeby do niego sięgnąć muszę nogami stanąć na małych gówienkach. Robię dwa szybkie ruchy, jest, sięgam, zmiana ręki, szukanie drugiego chytu, kurde gdzie on może być?! Coś wyłapałem po lewej i zauważam, że minąłem ostatni przelot. Nie dosięgnę z mojego miejsca, a zejść tędy nie mam szans. Pcham się dalej w górę przywierając do skały, na zmianę mówię ” o jakie piękne chyty” i kilka niecenzuralnych słów, wierzgam nogami (musiało to wyglądać komicznie) ale jakoś drogę zrobiłem, stanowisko jest… ulga. PeZetPeEr zrobiony.

Nie wiem po co ale przymierzamy się później do Mniszkowej, Ewa walczy na Ambonie za V-, ja wchodzę w Kancik V+. Pamiętałem, że na wędkę to było banalne i w sumie z dolną puściło za drugim podejściem, trochę bardziej chaotyczne ruchy niż przy wędkowaniu, ale dla mnie było to sporo łatwiejsze od tego IV+ co robiłem przed chwilą.

Dzień uratowany, zobaczymy kiedy znowu uda się wybrać w skały.

Pierwsza część foto-topo Łabajowej 

Reklamy

Posted on 31/08/2013, in Wspin and tagged , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: