Więcej zmęczenia niż radości – pierwsza szóstka w sezonie…


…Trochę późno ale i tak cieszy:D

Kakało V+

Kakało V+

Pogoda nie na Tatry więc spakowaliśmy się na Łabajową, nie chciałem schodzić poniżej V, a Ewa IV to zaczęliśmy… Ewa wystartowała w „Ja wiedziałem, że tak będzie” IV+… nie lubie tej drogi i jestem wyższy to uznaję jej to jako V;) Ja się wpakowałem w Kakało za V+ i wydawało mi się, że zrobienie całości zajmie mi cały rok, ale podobno były drogi na których bardziej się ociągałem. Przejście w stylu RP, ale sami wiecie – zimno, północna wystawa i takie tam hardcory hehe.

Później chciałem sobie poszukać jakiejś spokojnej V albo V+, a Ewa mówi, że tu jest W Oka Pnieniu za VI.1 z wariantem za VI i żebym ja poprowadził to później zrobi to na wędkę. Nie lubię latać, a zwłaszcza przed drugim przelotem więc omijam częściowo okap i korzystam z wariantu za VI i uwierzcie mi, że asekurując pod okapem tuż pod wspinającym się są rzeczy gorsze i straszniejsze niż nagły lot i poderwanie do góry i na niektóre trzeba uważać bardziej niż na spadające kamienie, czy inne tałatajstwo… dobrze, że byliśmy sami bo się zrobiło tak głośno, że wstyd:D

Mniejsza z tym – początek bardzo fajny, naiwnie liczyłem, że dalej tak będzie ale między 5, a 6 ringiem chyba kogoś pomyliło. Na pewno ktoś dla jaj sobie pomyślał „tu są największe trudności drogi to damy największą przerwę między wpinkami, niech się męczą, hohoho!” Chyba z trzy razy się przełamywałem, startowałem, rozpoznawałem drogę, wycykałem i wracałem, aż w końcu nie puściło. Z resztą po moich słowach, że to są jaja z taką odległością między przelotami zaliczyłem mały lot, a Ewa z uśmiechem na twarzy „Nic nie poczułam:)”. Tak serio to fajnie jak droga jest wymagająca nie tylko technicznie i trzeba się też przełamywać, ale po zrobieniu całości i zjechaniu nie miałem już siły na nic więcej.

Obawiam się, że to już koniec sezonu wspinaczkowego, w moim odczuciu nie rozwinąłem się praktycznie wcale, VI cieszy, ale jak w zeszłym roku na takich trudnościach kończyłem sezon to myślałem, że w tym pójdę dalej… Nie wiele pozwiedzaliśmy, nie poćwiczyliśmy autoasekuracji co było w planie, nie spróbowałem dróg TRADowych w skałach ( a kości kupione jeszcze w zimie), nie było dróg wielowyciągowych, ale co najważniejsze – radość ze wspinania odnaleziona i prawie każdy z tych jednak niewielu wyjazdów w skały dostarczał mi dużo radości.

Reklamy

Posted on 09/10/2013, in Wspin and tagged , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. Gratuluję tego co przeszliście. Fajna relacja! 😀 😀 😀 My też podjęliśmy pierwsze próby prowadzenia VI.1 🙂 Nawet trochę się udało. W pewnym momencie obciążyliśmy przelot (zawiśnięcie na linie), więc opuściliśmy się na dół. Tak stopniowo przygotowujemy tę drogę (od ringa do riga) pod RP. hi hi 😉
    pozdrawiam
    PS
    Kontuzja mi już właściwie przechodzi, więc nie długo wybierzemy się na ściankę 😉
    dzięki za miły komentarz 😀

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: