A, kto nie śmierdzi ten nigdzie nie był – Bobrowiec


Pewna pogoda zapowiadana na środę i decydujemy się prosto po pracy jechać na jakiś lajcik w Tatry. Prace skończyliśmy dopiero po północy więc na parkingu pod Siwą Polaną łapiemy przynajmniej godzinną drzemkę. Budzi nas samochód z kolejnymi ludźmi którzy zamiast spać wolą marznąć i łazić nocą po Tatrach. Krótka wymiana zdań, w planach mają Wołowca, ale pora taka, że wschód chcą witać na Grzesiu. Kwadrans po trzeciej wyruszamy, każdy swoim tempem, pada śnieg z deszczem, księżyc nie daje dużo światła, ale wyraźnie widać gwiazdy co zwiastuje ładną pogodę. Dolina Chochołowska w końcu urzekła nas swoim urokiem, zwłaszcza jak zgasiliśmy czołówki i patrzyliśmy w gwiazdy. Pierwsza część wycieczki mija powiedzmy w niezłym tempie, zwalniamy w momencie gdy wchodzimy po pas w śnieg schodząc przy szlaku w stronę Kaplicy na Chochołowskiej. Faktycznie KAPLICA i nie chodzi o budynek. Odbijamy od razu w stronę wylotu Jasiorów Żlebu (czy jak to się odmienia) i powoli zaczynamy podejście.

Staramy się iść lewą stroną ale na naszej trasie leży tyle powalonych drzew, krzaczorów i innych kłód, że musimy kluczyć zygzakiem. Idzie się na prawdę ciężko i powoli. Dużo świeżego śniegu sprawia, że zapadamy się dosyć głęboko i nogami obijamy o gałęzie, całe szczęście, że spodni mi nie potargały. Żleb robi się coraz bardziej stromy, na zdjęciach nie wyglądał aż tak, włączamy napęd na cztery kończyny, co krok to obsunięcie, trzeba walczyć o każdy metr. Wiemy, że w naszym tempie na wschód nie zdążymy wejść, ale podnosząca się temperatura na pewno zwiększy prawdopodobieństwo zejścia lawiny. Odbijamy w las po lewej stronie, początkowo idziemy przy granicy żlebu, ale stromizna i spora ilość skał powodują, że idziemy coraz bardziej w głąb lasu i znowu jak puszcza w górę. Zaczyna się przedstawienie, na szczęście drzewa są już coraz rzadziej i możemy podziwiać Wołowca, Rohacze i Trzy Kopy podświetlone na czerwono, prawie całe Tatry Wysokie, niestety aparat zamarza już przy takich temperaturach więc zdjęć za dużo nie zrobiłem.

Zima w pełni

Zima w pełni

Po wyjściu z lasu idziemy grzbietem już na sam szczyt, nie chcemy się zatrzymywać bo wiatr nawiewa w nas sporo śniegu i  jest jeszcze ciągle zimno.

POZOR YETI

POZOR YETI

Wyjście z lasu

Wyjście z lasu

Kominiarski Wierch zawsze prezentuje się rewelacyjnie

Kominiarski Wierch zawsze prezentuje się rewelacyjnie

Osiągamy w końcu szczyt, od wejścia w żleb do szczytowania minęły pełne dwie godziny, czas kiepski, ale droga i warunki okazały się o wiele trudniejsze niż zakadaliśmy. Widoki rewelacyjne, wszystko widać bardzo wyraźnie, Babia, Pilsko, Góry Choczańskie, masyw Siwego Wierchu. Na szczycie przegryzamy lekkie śniadanie, izotonik zamarzł, a nie dodałem na wstępie, że termos mi się zepsuł i od miesiąca nie wyposażyłem się w nowy więc picia też nie mamy:)

Zimą mamy większe szczęście do widoków

Zimą mamy większe szczęście do widoków

Jedna z ładniejszych panoram jakie zrobiłem

Jedna z ładniejszych panoram jakie zrobiłem

Białe Beskidy i niebo w kolorze barwnika izotonika

Białe Beskidy i niebo w kolorze barwnika izotonika

Chwilę się opalamy, ale wcale nie robi się cieplej więc postanawiamy schodzić. Wszystko jest przykryte sporą warstwą śniegu więć ścieżki żadnej nie widać, postanawiamy obniżyć się przy granicy lasu pod skałami do Bobrowieckiego Upłazu… dupozjazd ekstraklasa, szybko nabiera się prędkości tylko trzeba uważć na chamowanie w sosnach. Nad tym takim wąskim wcięciem z Bobrowieckiego Upłazu do szlaku zeszła konkretnej wielkości lawina ściągająca wszystko do gołej trawy. Ciężko idzie się po takim lawinisku, ale szlak widać już na wyciągnięcie ręki, na szcęście udeptany i możemy spojnie delektować się grzanym winem albo zimnym piwem w schronie. Spotykamy ekipę z sąsiedniego samochodu, mówią, że wycieczkę skończyli na Grzesiu… trzeba czekać żeby śnieg się trochę ubił.  Zmęczenie daje o sobie znać i za Rabką zjeżdżamy na krótką drzemkę, przemroziło nas, ale widoki na prawdę rewelacyjne.

Reklamy

Posted on 28/11/2013, in Tatry Polskie, Tatry Zachodnie, Wschody, Zorganizowana Turystyka Górsko Melanżowa and tagged , , , , . Bookmark the permalink. 6 Komentarzy.

  1. Mrotschny

    Warunki widokowe bomba! 🙂

  2. Ale pogoda 🙂 Lubie zimowe warunki bo częściej (i lepiej) wszystko widać 🙂
    Pozdrawiam!

  3. Super wycieczka. A widoki mi znane, chociaż nie tak dobrze jak Tobie, bo chmury mi zasłaniały 😉
    Ładna pogoda 🙂

  4. Zazdraszczam przeraźliwie :>:>:> Moje raki na razie jeszcze leżą zakurzone w szafie po zeszłorocznej zimie.

  5. No to pora to zmienić:)

  1. Pingback: Temat Północnej Grani Wołowca uważam za zamknięty | Turystyka górska i wspinaczka

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: