Laura i Filon przed i po


30 kwietnia kiedy większość normalnych ludzi zaczynało już weekend majowy my mieliśmy czas jedynie do 15. Żeby się zrelaksować przed pracą wybraliśmy się w pobliskie Chochoły testować nowe buty. Rozczarowanie przyszło tak szybko jak ból – buty same niestety się nie wspinają…

Ewa najpierw robiła Kikut za IV który prowadziłem kilka dni wcześniej, później tak jakby drugie ramię czyli Panelik też za IV, widać, że przy odpychających głazach wzrost mi przeszkadza bo Ewa na luzie, czysto przeszła do stanowiska, a ja tam kombinowałem jak koń pod górę. Dla siebie na ten dzień wybrałem Drogę wolnych skojarzeń za V-. Niestety nie puściła, nie było cudownego kleju na podeszwie który trzyma na tarcie przy złym ustawieniu ciała i jak się nie rozciągałem ostatnio to teraz cierpiałem i nie mogłem dosięgnąć chwytu. Drogę zrobiłem z dwoma blokami, później powtórzyłem na wędkę i wtedy już lepiej to wyglądało, na czyste przejście RP niestety nie było już czasu i czeka mnie powtórka z rozrywki… a po ostatnich piątkach na Psiklatce myślałem, że V- wciągne nosem…

Plan weekendowy wyszedł taki, że po wspinie i pracy prawie do północy, pospaliśmy do 10 i pojechaliśmy eksplorować nowy teren. 1 maja przy słonecznej pogodzie wiąże się oczywiście z tłumami pod większośćią ostańców, więc szukaliśmy jakiejś większej skały na uboczy, najlepiej w cieniu. Wybór padł na Gzylowe Skały w północnej części Doliny Kobylańskiej. Wystające czubki skał widać z drogi przy przystanku Będkowice-Kawiory, niestety później gdy idzie się w ich stronę przed oczami may już tylko gęsty las. Nigdy nie byliśmy w tej okolicy i trochę czasu nam zeszło zanim namierzyliśmy jakiekolwiek formacje skalne. Wszak na mało odwiedzanych skałach schowanych w lesie nie słyszy się z daleka co chwilę MAM  AUTO, albo BLOK! Ostańce wyglądają super, wysokość do 16 metrów nie wyślizgane, moją uwagę przykóła Skwirówa VI, ale to jeszcze nie tym razem. Droga jest lekko przewieszone, sporo dziurek, a do stanu trzeba przejść z jednej igły na drugą zostawiając ringa za sobą… takie wahadło musi być mocnym przeżyciem.

Pierwsza wspina się Ewa atakując Filona za V, niestety przy trzeciej wpince jest kres możliwości, ale brawa za walkę i pomysł na pokonanie trudności się należą… chyba trochę za dużo filmików petzla oglądała:)

Ja się wbijam w sąsiednią Laure też za V, największe trudności w okolicach drugiej wpinki. Z gładkiej płyty trzeba wykonać szybki ruch do kiepskiej niecki w rysie i później cisnąć w górę. Miejsce super bezpiecznie obite więc poszło nawet bez strachu, motywowało mnie dodatkowo to, że jak odpadne to spotkam się z Ewą na ścianie jakieś dwa metry nad ziemią. Przy okazji jakże byłem zdziwiony kiedy się zorientowałem, że wziąłem chwyt na wypór i drugą rękę małem wolną! Dalsza droga mija spokojnie aż do ostatniego metra kiedy najpierw się wbiłem w trudność, a dopiero później zacząłem myśleć jak ją pokonąć… blok i po OeSie. Trudno, przy kolejnej próbie dochodzę do stanowiska zakładam wędkę i Ewa wykańcza swojego Filona, też poświęcając sporo czasu na przemyślenia jak dojść do stanu.

Przenosimy się na lewą stronę skały, chwilę bawię się na bezpieczniej wysokości osadzając kości i uczę się posługiwać jebadełkiem… najwyższa pora:) Kiedy już nabrałem sił wbijam się w Gzylowy filarek V. Psychicznie ta droga strasznie mnie zmęczyła, rysa omszała, chwyty na odciąg, stopy na tarcie po wilgotnej skale, mchu i nie wiadomo czym. W dwóch miejscach dubluję sobie ekspresy, odwaga plus 50, a póxniej wychodzi poraz kolejny mój błąd tzn nie popatrzyłem jak dalej idzie droga. Ringów żadnych nie widzę, a ostatniego mam już metr pod stopami, wiszę sobie w kiepskim miejscu, zaczynam dojrzewać do lotu, ryzykuję, podchodzę od lewej i całe szczęście trafiam na starego haka… uff. Cisnę dalej i wielka radość przepełnia moje serce widzę stanowisko, o dziwo droga na ostatnich 5 metrach jest jak pumeks i wygląda jakby większość osób odpuszczała dochodzenie do stanu po pokonaniu tego pseudo dulferka niżej. Na koniec dnia startuję jeszcze na Zemste czerwonej owieczki V, ale kompletnie nie mam pomysłu jak to przejść i obydwoje przechodzimy Ciaporka za IV-. Szałowej cyfry nie ma, ostatnio brałem blok na V-, teraz na V, jeszcze trochę się powspinam i może wstawię się w jakąś VI robiąc ją od A do Z, a nie zatrzymam się metr przed końcem i zacznę medytować co dalej:)

Reklamy

Posted on 02/05/2014, in Wspin and tagged , , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 4 Komentarze.

  1. Fajnie się czyta Twoje wpisy wspinaczkowe 🙂 Co prawda czasami brakuje mi chociaż jednej fotki (tak, ja lubię zdjęcia :P), ale dzięki tym wpisom widzę, że nie tylko ja mam problemy na V+ 😉 Ale kiedyś będzie lepiej, oby 🙂

    • Aparat przeważnie mam ze sobą, ale tak jak z Gzylowych Skał to widać tylko dolną część, a reszta jest prześwietlona. Jak zrobi się pogoda na dobre to na pewno dokumentacja fotograficzna się poprawi:)

      • Całkowicie to rozumiem, bo skały (te w cieniu i pod słońce) nie są najlepszym miejscem na zdjęcia. Sam mam wielki problem, by jakoś to „logicznie” uchwycić.

  1. Pingback: Drzazga wyjęta z oka | Turystyka górska i wspinaczka

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: