Cały dzień w błocie i słońce na powrocie


Kapuściany lajtowy wyjazd z typu tych „bez budzika”. Zwlekamy się z łóżka, kiedy Norbert zaczyna nam już wkładać palce do oczu i krzyczeć DZIEŃ! Jemy śniadanie, pijemy kawę, po czym dopiero zaczynamy się pakować. W planach mamy Królewską Górę i Luboń Wielki. Za oknami sporo chmur, ale jeszcze nie pada. Zaczęło padać dopiero jak wyszliśmy z domu, jednak w myśl zasada, że „każda pogoda w góry jest dobra, tylko trzeba się odpowiednio ubrać” nie przejmujemy się tym tym i w trasie dobudzamy się kolejną kawą.

Idziesz w góry?

Ruszamy z Rabki – Zaryte, większość szlaku łagodnie prowadzi do góry, a po wyjściu z lasu, po prawej stronie, Ewa zauważa wieżę widokową. Robimy dłuższy postój na jedzenie, picie i oglądanie „Tomek i przyjaciele”. Deszcz momentami mocno pada, a pod wieżą jest sucho, więc nie ma co się spieszyć. Momentami na horyzoncie pojawia się Babia Góra. Plus wieży jest taki, że można wyjść na górę i sprawdzić jak przewiewa chmury, co daje szansę przewidzenia okna pogodowego. Niestety deszczowe chmury nie przechodzą i musimy się trochę dozbroić i wyjść w deszcz.

Wieża na Królewskiej Górze

Luboń w chmurach

Norbert chciał wychodzić wyżej… rodzice nie chcieli:)

Rezygnujemy z Lubonia ze względu na przemoczone buty, jednak podtrzymujemy w sobie nadzieję na ładną pogodę i jedziemy na przełęcz Gruszowiec. Idziemy na pierogi pod cyckiem, jakkolwiek by to nie brzmiało, jedzenie było znośne, łazienki mniej – jeden zawias w drzwiach do toalety przecież wystarczy:)

Deszcz przestał padać, zrobiło się jaśniej (nie mylić z „wyszło słońce”), rozpoczynamy atak na Ćwilin – 500 metrów podejścia na 3 km. Na początku szlaku dostajemy krótkie ostrzeżenie od schodzących, że jest ślisko i stromo. W zasadzie te dwa słowa w 100% odzwierciedlają szlak. Jeżeli ktoś szuka emocji w Beskidach to polecam po deszcze tego typu podejścia. Mimo wszystko skracamy czas mapowy o 20 minut. Ze szczytu roztacza się jedna z najpiękniejszych panoram w Beskidach… na chmury. Nic nie widać, nawet najbliższych kapust. Wieje wiatr, ale to nic nie zmienia bo w miejsce jednych chmur pojawiają się kolejne. Nie ma co kwitnąć na szczycie, trzeba schodzić, a w błocie może być ciekawie. Na szczęście nie było tak źle jak się obawialiśmy i sprawnie zeszliśmy na dół. Jakieś 10 minut przed dojściem do auta rozwiało chmury, wyszło słońce, nic tylko wędrować…

Szlak na Ćwilin

Aaaaaaaa!

A tak się zrobiło na koniec. Od lewej Luboń Wielki, Szczebel, Lubogoszcz

Reklamy

Posted on 02/07/2017, in Górki i pagórki, Zorganizowana Turystyka Górsko Melanżowa and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: