Kilka lat temu zamarzyły mi się Góry Leluchowskie…


I w końcu przyszła pora odwiedzić swoje marzenia.

Chmury w dolinach, Tatry na horyzoncie – fajny ten Malnik

Zaczęło się standardowo – o 3:30 zadzwonił budzik, kawa i śniadanie w drodze, nie spodziewałem się jedynie, że wrócimy po 22, a o północy będę siedział nad relacją zamiast się wyspać do pracy. Dobrze, że mam duży kubeł na poranną kawę.

Samochód parkujemy poniżej cmentarza żydowskiego w Muszynie i stamtąd żółtym szlakiem idziemy przez Malnik i Garby do połączenia z niebieskim. Z Malnika mamy kapitalne widoki na Tatry i Beskid Sądecki, na szczycie 2 namioty, od rana ognisko i piwkowanie. Sprytnie to wymyślili, nie musieli się zrywać w środku nocy na wschód słońca, a podobno widoki były rewelacyjne, morze chmur dookoła. Po drodze a miejsce jeszcze mała katastrofa, otóż rozbijam butelkę z jedynym piwem. Szkło pozbierałem do woreczków po bułkach, przy okazji dorzuciłem leżącą nieopadal puszkę. Naszła mnie taka refleksja, że zbieram nawet małe odpadki szkła i niosę je (tzn. akurat Ewa niosła) dwie godziny do najbliższego sklepu, a zdecydowana większość ludzi wywali każdego śmiecia w krzaczory bez jednej chwili namysłu…

Na Dubnym robimy popas i spotykamy dwie turystyki, których zdziwienie było tak samo olbrzymie jak nasze, że ktoś chodzi po Górach Leluchowskich. U nas dwie osoby na szlaku przez cały dzień, a w drodze do Morskiego Oka pewnie 15000. Co, kto lubi…

Idziemy dalej niebieskim przez Zimne na najwyższy szczyt Gór Leluchowskich – Kraczonik. Naczytałem się wcześniej o ekspozycji na szlaku, skałkach, itp. Większą ekspozycję można znaleźć w Dolinach Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Niewidomy bez laski mógłby przejść tą graniówkę (albo raczej grzbietówkę).

Nie mogę patrzeć na tą ekspozycję

Po dojściu do Leluchowa liczyliśmy na jakiś normalny obiad, restauracje, pizzerie, bar, cokolwiek, a później pociągiem dalej na Słowację, albo z powrotem do Muszyny. Zamiast tego przywitały nas napisy w języku słowackim (myślałem, że źle wyszliśmy) i jakiś tubylec, mówiący, że gastronomii żadnej tutaj nie ma, autobusy nie jeżdżą, pociągi nie jeżdżą i najbliższa restauracja jest 10 km stąd. Leluchów to trochę taka słowacka miejscowość, opuszczona, ludzie siedzą w domach i wychodzą tylko do sklepu. Cóż było robić, odpoczęliśmy chwilę i wzdłuż Popradu wróciliśmy do miejsca startu. Całość zajęła 7 godzin i przeszliśmy 22 km, czyli jak na nas, prawdziwy lajt. W poszukiwaniu jedzenia pojechaliśmy do upatrzonej przez Ewę Bacówki na Obidzy – miejsce i jedzenie rewelacja.

Góry Czerchowskie

Płot z nart 🙂

Pusta Wielka, Runek, Jaworzyna Krynicka – wszędzie tam już byliśmy

Po zregenerowaniu się zabrałem jeszcze towarzystwo do Krogulcowej Woli oglądać zachód słońca. Do samego zachodu nie czekaliśmy, ale widoki i platforma dopełniły dnia.

Platforma widokowa w Krogulcowej Woli

Pogoda pozwoliła nacieszyć oko

Świetny widok na Radziejową przy zachodzącym słońcu

Posted on 15/08/2017, in Górki i pagórki and tagged , , , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 1 komentarz.

  1. Artur Szymanowski

    Jaka tragedia już na samym początku dnia 😉

    Ja właśnie lubię namiot gdzieś wyżej, bo łatwiej wtedy na wschodzie się pojawić. Wystarczy wystawić głowę u już jest. A wschód mógł być ładny, bo już na pierwszym zdjęciu widać resztki porannych mgieł.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: