Przeżyć…


Plan treningowy był pod bieg

Zacznijmy w roku 2018…

Wtedy to obdarowałem swoją żonę zaproszeniem (oczywiście solowym) na jeden z najtrudniejszych półmaratonów w Polsce – dookoła jeziora Żywieckiego. Kilka miesięcy później postanowiła się zrewanżować i zapisała mnie na Commando Race, fala Elite – najtrudniejsza gdzie ze wszystkimi przeszkodami musimy się uporać, jeśli gdzieś polegniemy to oddajemy opaskę, spadamy do fali Open i przy każdej przeszkodzie która nas pokonała robimy 20 burpees. Myślę – fajnie, zawsze chciałem jechać na Katorżnik to przebiegnę się w bardziej lajtowej wersji blisko domu…

Od razu zaznaczam, że Katorżnika już wybiłem sobie z głowy!

Właściwie jedyne czego obawiałem się przed biegiem to czy organizm zregeneruje się przed Kieratem, który był pół miesiąca wcześniej. Ograniczyłem się do zaledwie kilku lekkich treningów w ostatnich dniach przed startem i jechałem z nastawieniem, że jest dobrze i można powalczyć o niezłą lokatę.

Na starcie, podczas odprawy patrząc na wyrzeźbione sylwetki pozostałych zawodników zacząłem mieć wątpliwości czy tutaj na pewno będzie chodziło o bieganie (wszak był to mój debiut w tego typu biegu). Rozgrzewki nie było, więc tylko trochę pomachałem rękami i nogami przed startem i po raz kolejny zapaliła się lampka ostrzegawcza z tyłu głowy, że chyba nie jestem tutaj dla przyjemności bo na starcie z wielkich tłumów które miały lecieć na różnych dystansach w fali Elite ustawiła się tylko garstka.

11 kilometrów, 50 przeszkód. START!

Na początku po lekkim zamieszaniu na starcie zasuwamy przez opony, niskie płotki, teren zadymiony świecami, drut kolczasty, ciemny tunel i chwilę później pierwsze błoto które będzie towarzyszyło przez większość czasu. Mimo przeszkód wszyscy trzymają szybkie tempo (czuję start w płucach) i już po pierwszych przeszkodach asekuracyjnie zostaję bardziej z tyłu stawki (złapię drugi oddech to przyspieszę). Po pierwszej kąpieli błotnej jest błotna, już mocno wyślizgana górka, gdzie zaliczam zjazd i walę kolanem w kamień (nie tłumaczę się tutaj jeszcze ze swojego miejsca). Dalej przedzieranie się przez gałęzie, błoto, itp.  Po wybiegnięciu z lasu pierwsza przeszkoda typowo siłowa (fotka na górze) i tutaj wyszedł mój błąd, zapomniałem zabrać od Ewy rękawic, a na ubłoconych rękach ślizgałem się na tyle, że piramidki przeszedłem przy drugim podejściu. Później truchtam tuż za jakąś dziewczyną, proponowała żebym ją wyprzedził bo źle się czuje i nawet nie wie czy ukończy, ale tempo miała takie, że przez długi czas to ja oglądałem jej plecy. Błoto, błoto, przeprawa przez mokradła, górka bajoro (raz do kostek, raz do pasa, raz z belkami pochowanymi pod wodą), wspinaczka po linie, zasieki, jakieś płyty paździerzowe do pokonania górą, stromizny, rowy, bieg z oponą, i kilka innych wymyślnych urozmaiceń. Jakoś to szło i cały czas dumnie walczyłem z opaską z mojej fali, do takiej konstrukcji gdzie trzeba było przejść wisząc plecami do ziemi po kolei po drążku, dwóch kółkach, pionowym chwycie i następnych kółkach. Kilka prób i oddałem opaskę, zrobiłem karne 20 burpees i spadłem do fali Open. Dziewczyna która biegła za mną podniosła mnie na duchu bo całkiem zrezygnowała (nie istotne, że walczyła z chorobą nie jestem ostatni;) ), pocieszające było również to, że na tej rozgrzanej patelni było widać ludzi w odległości kilkuset metrów i zorientowałem się, że za mną biegną inni zawodnicy którzy startowali w tej samej fali co ja, czyli jednak ktoś porusza się w tempie zbliżonym do mojego.

Bez opaski leciałem już tak bardziej na luzie, lżej mi się pokonywało kolejne przeszkody, do czasu kolejnego dla palącego ręce wyzwania – wejście po linie, z liny na drążek, później pionowa rura PCV, lina drążek. Kilka prób, oczywiście na samych łapach bo nie umiałem sobie robić schodków oplatając linę wokół stóp i kolejne 20 karnych burpees. W międzyczasie dobiegł do mnie zawodnik z Gdyni, który startowałem już w tego typu biegach i podniósł mnie na duchu mówiąc, że przeszkody tutaj trzymają wysoki poziom. Dodam tylko, że sędzina w tym miejscu nas zawstydziła i z niewiarygodną lekkością tłumacząc podstawy balansowania ciałem przeszła całość w kilka sekund… Spadam stąd i biegnę się schować do lasu. Drut kolczasty, płotki, błoto, „chomik”, czyli takie kółko z rączkami po bokach co jak się łapie za odpowiednie drążki to się kręci i trzeba tym dojechać wisząc w powietrzu do drążka… 20 burpees. Biegnę, biegnę, doganiają mnie ludzie z następnej fali… to nie pomaga. Biegnę, a palą mnie ręce i czuję, że ramiona już funkcjonują na zasadzie krótkich zrywów, odwodniłem się, suche usta, osłabienie…

Kolejną wymyślną konstrukcją był pajączek – wspinamy się po linie do drewnianej drabinki, następnie po huśtawkach linowych na kolejną linę i równoważnia. Robię chyba dwie próby i spadam. Siadam na kilka minut, wyżebrałem od sędziów trochę wody. Muszę uspokoić oddech, dojść do siebie, odzyskać czucie w palcach. Kolejna próba. Pomyślałem sobie „Pier… to! Ogień” Poszło! Radość jakbym już linię mety przekraczał, a tutaj jeszcze trochę zostało. Pcha mnie myśl żeby zdążyć na start Commandosika o 10:30 i pobiec jeszcze z synem na trasie dla dzieci. Zakładałem, że 11 km z przeszkodami machnę w około godzinę, a tutaj już druga się kończy.

„Pajączek”

 

Po pajączku na oparach ale bez problemów leciałem do przodu, aż do kombosów na mecie,

Najpierw mega konstrukcja 3 kółka, drążek, kółka, kuleczki… sędziowie doradzają żeby wytrzeć ręce o suchą trawę, a mnie po bokach dyndają już po prostu dwa flaki z pięcioma palcami. Po kilku próbach, gdzie nie udaje mi się przejść nawet kółek robię burpees i podchodzę do kolejnych ścian (ostatnia część biegu to nagromadzenie kilku przeszkód na takim małym placyku, że z jednej właściwie przechodziło się do następnej. Dostaję izotonika z trybun, krew zaczyna znowu dopływać tam gdzie jest potrzebna. Ścianka, podciągnięcie, następna przeszkoda. Podciągniecie na balkonik, wejście po linie jeszcze wyżej i linowa drabinka z drugiej strony. Izotonik po wejściu na balkonik się wyczerpał, więc znowu łapię oddech i  modlę się żeby nie zaraz nie wrócił. Podciągam się na linie, zarzucam nogę na górę i poświęcam trochę skóry z łydki żeby się wgramolić. Czujne zejście i następna ścianka. Tutaj już byłem zombie… na szczęście za nią czekała linia mety, izotonik i medal.

Co to było w ogóle? Jakaś masakra!

Szybkim tempem udaję się na kolejny bieg tym razem Commandosik. Przychodzę równo ze startem, na szczęście mieliśmy wsparcie i Norbert miał z kim biec. Ewa podejrzewała u mnie jakąś kontuzję bo 11 km robić ponad 2 godziny to trochę nierealne.

Przynajmniej Norbert ratował honor rodziny i szedł jak burza ze swoim i poprzednim rocznikiem. Rowy, czołganie się pod siatką, pod ciężarówką, drabinki, góra błota… hardcore w wersji mini. Zabawny był komentarz spikera podczas pokonywania pierwszych przeszkód „Dzieci biegną trzymane za rękę, a nie wleczemy je po ziemi”, niektórzy rodzice za bardzo chcieli wygrać:)

Myślicie, że bieg dla dzieci nie jest wymagający?

Podsumowanie:

Chciałem się bić o czołówkę, a cieszę się, że przeżyłem. Nigdy nie brałem udziału w biegu z przeszkodami, nie wykluczam powtórki, lecz na pewno bez odpowiedniego treningu i nauki technik pokonywania różnych przeszkód nie mam zamiaru pchać się bez sensu w taką krótką, lecz intensywną wyrypę. Katorżnik… kiedyś marzenie, obecnie, dziękuję, niech bawią się inni. Odkryłem swoje granice, więc zebrane doświadczenie i przygoda zdecydowanie na plus. Ewa szczęśliwa, że też się zmęczyłem, a Norbert chodzi dumny i mówi, że chce jeszcze.

In minus jedynie dodam organizację, tłumy chyba przerosły możliwości, zarówno pod kątem zasobów ludzkich, jak i miejsca.

Tutaj jeszcze czyjś krótki filmik znaleziony w necie:

Posted on 21/06/2019, in Biegi and tagged , , , , , , , . Bookmark the permalink. Dodaj komentarz.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: