Od sadystów dla masochistów – Mordownik 2019


Podbudowani pokonaniem trasy tegorocznego Kieratu postanowiliśmy podjąć próbę rewanżu z Mordownikiem. W zeszłym roku odbywał się w Beskidzie Niskim i na trasie TP50 zdobyliśmy 8/16 PK, tym razem był apetyt na całość…

Ale Mordownik potrafi zaskoczyć. To taka impreza, że jakby pisać relację na świeżo to zamknęła by się w jednym zdaniu „Nigdy więcej”.

Rozwidlenia jarów - myśl przewodnia tegorocznej edycji

Rozwidlenia jarów – myśl przewodnia tegorocznej edycji

6:30 – odprawa techniczna. Zawsze powtarzam, że to jest pierwsza trudność biegu, bo trzeba wstać rano, dojechać na miejsce, trzeźwo spojrzeć na mapę i ruszyć z kopyta. Kolejna trudność która ma mega wpływ na trudność zawodów to mapa. Zawsze nieaktualna, bez zaznaczonych szlaków, nie wybacza błędów nawigacyjnych. W tym roku było nieźle bo była z 2010 roku, ale przed startem słyszałem, że w którejś edycji była z 1978 roku i zgadzały się na niej tylko góry. Trzecia trudność i kwintesencja Mordownika to położenie punktów, standardem są największe chaszcze w okolicy, jary, wąwozy, a połączenie tego wszystkiego w całość przy dystansie 50 km (zakładając, że nie błądzimy i wybierzemy właściwy wariant trasy) sprawiają, że impreza w pełni zasługuje na miano ekstremalnej.

7:00 – Ruszamy z Tokarni w stronę naszego pierwszego punktu (PK7 – ścieżka nad rozwidleniem jarów). Początek idzie szybko, kawałek biegniemy dróżką przy Krzczonówce, później w górę drogą, przez pola (identycznie jak w zeszłym roku już przed pierwszym punktem mamy buty przemoczone od porannej rosy), czesanie jarów w lesie i na szczęście dzięki temu, że sporo osób ruszyło tak samo jak my dosyć sprawnie odnajdujemy lampion.

Następnie opcja była albo zbiec do drogi i wbiec w następną wyraźną boczną i do góry, albo jak będzie puszczało to dnem strumienia i przez pola. Puszczało, więc błotna zabawa i chaszczowanie zaczyna się na dobre. Po drodze spotykamy min. reprezentację Dzików, więc dobre zdjęcia z biegu już mamy pewne. Gdzieś podczas przedzierania się przez krzaki i pola ktoś mówi, że teraz będzie podejście w dół. Wszyscy lubimy podejścia w dół:) Gdy jesteśmy już w okolicach gdzie należy zacząć przeczesywać krzaki i jary w poszukiwaniu lampionu, Ewa płoszy małe sarenki które chowały się w krzakach, przebiegły kilkanaście centymetrów od niej, ja myślałem, że to dziki pędzą przez trawy więc schowałem się za drzewo:) Była akcja. Krążymy, szukamy, w końcu przez jakieś kujące krzaki schodzimy do jaru i asekurując się z korzenia perforujemy nasz 2 PK (PK6 – rozwidlenie jarów).

Dalej ciśniemy kawałek drogą pod górę, później przez pola, przez las w stronę PK5 – rozwidlenie jarów. Trochę wariantów Ewy, trochę moich, miało być łatwo, ale najpierw wyszliśmy trochę za wysoko, później zbiegliśmy za nisko i do złej polany. W sumie na odnalezieniu tego punktu dołożyliśmy sobie 2 godziny i ok 7 km biegania góra-dół po różnych jarach. Były chwile zwątpienia, nie raz mało brakowało byśmy odpuścili ten punkt i lecieli dalej, ale w pewnym momencie to już się zrobiła taka walka, że PK5 nas nie może pokonać. Jak ustaliliśmy później błędów popełniliśmy kilka z których po wszystkim można się było już tylko śmiać – po pierwsze ja założyłem, że ta kreska zaznaczona na mapie po której się poruszamy to żółty szlak… okazało się, że to była jakaś granica w lesie. Drugie co nas zgubiło i doprowadziło do śmiechu to konsekwencja tego, że naszą planowaną trasę Ewa zaznaczała  niebieskim długopisem, a nie zakreślaczem (zapomnieliśmy), przez co długo chodziliśmy w lesie wzdłuż strumienia który okazał się długopisem:) Po drodze kilka razy spotykaliśmy jakiegoś zawodnika który też poświęcił sporo czasu na namierzenie tego samego lampionu (szacun, że w pojedynkę tak uparcie łaził po tych jarach), oprócz tego leśnicy zagadali jeszcze do Ewy jak czwarty raz przebiegała obok nich i pytają czego tak szukamy. Ewa pokazuje mapę i mówią, nie, nie, wy nie jesteście tutaj tylko tutaj… a przy okazji to macie jakąś **ujową tą mapę.

Z PK5 ruszamy prosto w stronę Zębalowej (PK8-szczyt), zjadam w marszu drożdżówkę bo już czuję, że odcina mi energię i chwilę później biegniemy do celu. Zaznaczę tylko, że szczyt w Mordwoniku to szczyt (ze słupkiem triangulacyjnym i kamieniami na szczycie w lesie, a nie po prostu tabliczka przy szlaku.

Pogodzeni z tym, że Immortala w tym roku znowu nie zdobędziemy, zakładamy, żeby przynajmniej poprawić wynik z zeszłego roku.

Z PK8 zbiegamy do PK4 – rozwidlenie jarów (a jakże inaczej). Na szczęście tym razem odnajdujemy szybko, ale na dogonienie tych co poruszali się przed nami już nie mamy co liczyć. Mimo, że sporo biegamy to od PK-5 Mordownik stał się dla nas biegiem bardzo kameralnym i na reszcie trasy liczyliśmy już tylko na siebie i swoje zdolności nawigacyjne.

Z PK4 zbiegamy do cywilizacji, w sklepiku izotoników nie mają, ale przynajmniej uzupełniamy zapasy wody i kupujemy banany. Kierunek PK9 – rozwidlenie jarów (niespodzianka normalnie). Lampion w miarę szybko udaje się znaleźć, co nie znaczy, że bezproblemowo bo na mapie jar jest jeden, a lampion był dopiero w trzecim. Chociaż jak się przyjrzałem rozświetleniu w rogu mapy to w sumie mogliśmy tak iść, że zaliczaliśmy wszystkie poboczne. Umiejscowienie lampionu też było przyjemne, dostrzegłem go z kilkuset metrów, ale dotarcie tam było powolne. Ja szedłem dnem jaru przez powalone drzewa i po śliskich kamieniach, Ewa natomiast trawersuje przez chaszcze i pokrzywy i przed lampionem schodzi do jaru. Wychodzimy z jaru do polnej dróżki i tutaj Ewa zaczyna wydawać dziwne okrzyki bo podczas przedzierania się przez pokrzywy okazuje się, że leginsy są za cienkie na takie atrakcje.

Po pokonaniu przyrody znowu lądujemy na jakieś drodze rolnej którą zbiegamy do asfaltu i później przez łąki i lasy do PK1 – rozwidlenie wąwozów (niech mi ktoś pokaże różnicę między wąwozem, a jarami które wcześniej penetrowaliśmy. Nie najkrótszą drogą, ale w miarę sprawnie zaliczamy kolejny punkt.

Ciąg dalszy to znowu nie najkrótszy wariant, ale i tak dosyć dobre namierzenie PK12 – ambona. Tutaj uśmiechy pojawiają się na naszych twarzach bo z PK12 obieramy kurs na PK14 – młode modrzewie (swoją drogą nie ma to jak szukanie w lesie młodych modrzewi;) )na którym jest punkt żywieniowy i nasz cel minimum na tą edycję.

Początek drogi jest wygodny i szlakiem, później wychodzi zmęczenie jak trzeba z wygodnej dróżki podchodzić lasem w poszukiwaniu lampionu. Widoki na Tatry piękne, ale czemu tak daleko umiejscowili ten punkt?:)

W końcu jest! Perforujemy, zdążyliśmy ok godzinę przed zwinięciem majdanu. Zostało jeszcze sporo owoców,wody i ciastek. Pochłaniamy. Nie jemy tylko pochłaniamy! Ciastka bierzemy garściami i z radością wypisaną na twarzy, leżąc na trawie objadamy się pysznościami. Kilka ciastek z ręki wypadło mi na trawę, co Ewa krótko skwitowała „Co się przejmujesz, ręce masz brudniejsze”.

Poleżeli, pojedli,popili, pogapili się na Beskid Wyspowy, czas wracać. Siły wróciły, więc całą drogę zbiegamy i kogoś nawet wyprzedzamy (tylko, że miał chyba więcej kilometrów w nogach niż my).

Baza – 11 godzin, 10 minut na trasie, 9/17 punktów (minimalny progres bo rok temu było 8/16), endomondo wskazało 57km (myślę, że z 10 mniej tak na prawdę było), miejsca… gdzieś tam pod koniec, ale nie na końcu.

Podoba mi się jak są umiejscowione punkty, formuła biegu, organizacja, ale mapa doprowadza mnie do szewskiej pasji. Jednak ciągle za słabi jesteśmy na nawigowanie przy pomocy kompasu, chociaż dzięki tej wyrypie jaką zafundowali nam organizatorzy znowu się nauczyliśmy czegoś nowego i jakieś doświadczenie zdobyliśmy.

Szkoda, tylko, że w tym roku nie było pamiątkowych medali dla wszystkich. Niby nie biega się dla tych krążków, ale lepsza pamiątka niż dyplom.

Aha, no i w tym roku wyznaczyliśmy sobie nawet wariant identyczny z optymalnym, czyli teoria OK, praktyka się zgubiła w krzakach.

Posted on 21/09/2019, in Biegi, Górki i pagórki, Z innej beczki and tagged , , , , , , , , , . Bookmark the permalink. 2 Komentarze.

  1. Artur Szymanowski

    Za rok powtórka? 😉

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: