Mama biega po grani, my polujemy na pieczątki w dolinach


Miałem tego nie wrzucać, ale moim zdaniem jest to połączenie głupoty z hipokryzją

Miałem tego nie wrzucać, ale moim zdaniem jest to połączenie głupoty z hipokryzją

Pobudka o 4:00 czyli praktycznie w nocy, tak jak chciał Norbert:)
Kierunek Kuźnice i przy wejściu do TPNu się rozdzielamy, ja z Norbertem idziemy do Hali Kondratowej (ale nie przez Gran Paradiso), a Ewa ma w planach przelecieć spory kawał grani Polskich Tatr Zachodnich. Od samego rana kursuje śmigło TOPRu, latają to na Giewont, to w stronę Tatr Wysokich… sporo się musi dziać.

Najpierw mijamy koparki i inny sprzęt budowlany by zahaczyć o Pustelnie św. Brata Alberta… mnie to nie porywa, ale co kto lubi. Następnie na naszej trasie Hotel Kalatówki, Norbert poluje na pieczątkę, ja bardziej patrzę w stronę Suchego Żlebu. Właściwie taką trasę wybrałem tylko dlatego, że zawsze szkoda czasu żeby zwiedzać TAKIE „atrakcje” w Tatrach. Warta odnotowania jest jeszcze burzliwa dyskusja na którą się natknęliśmy w hotelu na Kalatówach (jakim prawem to w ogóle stoi w Tatrach?) – „wczorajszy” gość się awanturował, że skoro są samochody przed hotelem to znaczy, że mogą go zwieźć i od tego są żeby go zawieźli na dół i nie musiał iść… Kurtyna!

Kilka zdjęć i idziemy z Norbertem (a przepraszam, z Deinocheirem) dalej.

W stronę Kasprowego Wierchu spod Hotelu Kalatówki

W stronę Kasprowego Wierchu spod Hotelu Kalatówki

Do schroniska na Hali Kondratowej dochodzimy 2 minuty przed Ewą. Pomysł był fajny, ale po raz kolejny buty doprowadziły do „bąblowania” i tym razem nie chciała ryzykować dłuższej przerwy.

Schronisko na Kondratowej to od zawsze było mega klimatyczne miejsce, małe schronisko, a nie jakiś moloch. Od kiedy pamiętam to zawsze te same twarze, a tym razem fasada została, ale serce już nie to. W schronisku język ukraiński, teksty w stylu ” ja nie wiem ile się tam idzie, ja nie chodzę po górach”. Świat się zmienia.

Meta przy schronisku? Idealnie!

Meta przy schronisku? Idealnie!

Ach te jesienne kolory!

Ach te jesienne kolory!

Kilka zdjęć okolicy i… powrót. Tak wcześnie z gór raczej nie zdarza nam się wracać, ale przynajmniej nas nie zmoczyło, a Ewa poza bąblami i zmęczonymi mięśniami od nierównego stawania nie ma poważniejszych kontuzji.

Wielkie G.

Wielkie G.

Posted on 25/09/2020, in Biegi, Tatry Polskie, Tatry Wysokie and tagged , , , , , . Bookmark the permalink. 2 Komentarze.

  1. Artur Szymanowski

    Schroniska się zmieniają, ale co do tych tatrzańskich to nie mam za dużych oczekiwań. Spadły niemal do zera, gdy kilka lat temu w okresie andrzejkowym na kilku polskich schroniskach pojawiły się kartki z informacją, że są zamknięte, bo odbywają się w nich imprezy zamknięte. W schronisku na Kondratowej raz spałem i nie wspominam tego miło – pogryzły mnie pluskwy.

    Co do obsługi, to pracują tam Ci co chcą. Zresztą, jak ktoś pracuje w schronisku to i tak nie ma czasu za wiele chodzić po górach, wbrew temu, co można sądzić 😉

    • Akurat Kondratowa to dla mnie była taka ostoja starego, schroniskowego klimatu. Spałem tam kilka razy i zawsze było super, pamiętam jak kucharz żartował z ubioru co poniektórych wybierających się na Giewont, a obsługa opowiadała jak wygląda życie w górach przez pół roku bez przerwy.
      Niestety, ale od lat komercha się wkrada i w Tatry i w niższe góry.

Autora najbardziej cieszą komentarze...

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: