Category Archives: Wyrypy i trochę trudniejsze wypady

Bardziej wymagające wypady, mogą zmęczyć, przydają się ręce i odporność na ekspozycję… albo po prostu w taką pogodę nie należy tego robić.

VII Mordownik – zabawa dla masochistów


Mordownik… Czyjś komentarz opisujący ostatnią edycję: „trochę masakra, trochę zabawa, trochę wkurw.” Podpisuję się pod tym.

Read the rest of this entry

Reklamy

Kierat 2018 – Pierwsze takie wyzwanie


25-27 Maja 2018 r. odbył się XV Międzynarodowy Ekstremalny Maraton Pieszy KIERAT. Zarówno dla mnie, jak i dla Ewy był to pierwszy udział w tego typu imprezie, ale chyba nie ostatni.

Relacja na chłodno, chociaż w czasie i zaraz po biegu było gorąco od emocji.

Przed startem

Read the rest of this entry

Prawdziwa męska przygoda


Inny tytuł nie oddałby wydarzeń ostatniej niedzieli:)

Dzień się zaczyna na Głodówce

Read the rest of this entry

4 lata Summitate


W tym miesiącu mijają 4 lata od kiedy zacząłem prowadzić blog górski. Tyle trwa przerwa między Igrzyskami Olimpijskimi, Mistrzostwami Świata i Europy w piłkę nożną. To chyba dobry czas na krótkie podsumowanie działalności i jakąś refleksję.

Zimowe klasyki

Read the rest of this entry

Radość z życia – Koperszadzka Grań


I ujrzeliśmy naszą grań

I ujrzeliśmy naszą grań

Urodziny mojej żony, więc cel tatrzański wybrała sama, mnie jedyne co zostało to zamówić pogodę i zrobić rano śniadanie. Wstajemy dosyć późno bo dopiero o 5, a pogoda za oknem budzi nadzieje, że prognozy jednak się nie sprawdzą. W Tatrach dwójka rosnąca, zapowiadają sporo chmur z których popołudniu może czymś sypnąć, jednak bo dojechaniu do Jaworzyny Spiskiej i wyjściu na szlak wita nas czyste niebo i wiosna.

Read the rest of this entry

Już Bułhakow pokazał, że Szatan to całkiem porządny typ


Zarastająca ścieżka...

Zarastająca ścieżka…

Wyjazd zaczął się później niż zwykle i dopiero o 8:30 byliśmy na parkingu przy Szczyrbskim, ale czasami trzeba się wyspać po pracy. Na „dzień dobry” dostajemy mały rabat na parkingu i ruszamy czerwonym szlakiem by przy najbliższym rozstaju dróg z dwóch oznakowanych skręcić w jedyną zarośniętą ścieżynkę. W przewodniku napisali, że zarasta ale to co przeszliśmy to była prawdziwa puszcza i zamiast kijków przydatniejsza byłaby maczeta albo piła. Samo znalezienie właściwej ścieżki już jest trochę kłopotliwe bo sporo osób tutaj zbacza albo zostawić ślad po sobie albo wyżerać jagody, jednak mój czuły węch wyczuł kozie bobki i wiedział którędy nas prowadzić, na szczęście im dalej w las tym ścieżka bardziej ewidentna choć bardziej zarośnięta. Zdecydowanie rzadko chodzona droga, gąszcz gorszy niż na Młynarzu albo Kominiarskim, a po dotarciu do kosówki było sporo miejsc, że szybciej szło się z napędem na cztery albo w ogóle czołgając się pod gałęziami. Teoretycznie od zejścia ze znakowanego szlaku do Szatana miało być 4 godziny, ale to zdecydowanie nie przy tak zarośniętej ścieżce bo samo chaszczowanie zajęło nam ponad dwie!

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: