Archiwa blogu

Kilka lat temu zamarzyły mi się Góry Leluchowskie…


I w końcu przyszła pora odwiedzić swoje marzenia.

Chmury w dolinach, Tatry na horyzoncie – fajny ten Malnik

Zaczęło się standardowo – o 3:30 zadzwonił budzik, kawa i śniadanie w drodze, nie spodziewałem się jedynie, że wrócimy po 22, a o północy będę siedział nad relacją zamiast się wyspać do pracy. Dobrze, że mam duży kubeł na poranną kawę.

Read the rest of this entry

Kwestia wprawy i dobrej zabawy


Mały Indiana Jones rusza na kolejne spotkanie z przygodą:)

Opuszczając obwodnicę Krakowa podziwialiśmy wschód czerwonego słońca, tym razem pogoda i czas są po naszej stronie.

Read the rest of this entry

Pełna!


Po lewej w chmurach - Tatry

Po lewej w chmurach – Tatry

Szczyt Wielkiej Pustej kiedyś tam pojawił się jako pomysł na luźny, daleki wypad. 2,5 godziny jazdy w jedną stronę, ale czy na pewno wyszło tak luźno?

Read the rest of this entry

Hyba Prze Wielka – offroad planowany


Pierwszy offroad Norberta przypadł jakże by inaczej – w Beskidzie Sądeckim. Do tej pory raz odwiedziłem to pasmo przy okazji wchodzenia na Radziejową w 2010 roku, gdzie też szlak nie był nam potrzebny do szczęścia, a rejon zasługuje na częstsze odwiedziny.

Offroad zaczynamy od przekroczenia strumienia

Offroad zaczynamy od przekroczenia strumienia

Read the rest of this entry

Offroadowa Radziejowa


Skład wycieczki: ja, Pilarka i czwórka niedzielnych turystów po czterdziestce:)

Kolejny dzień w którym udało nam się złapać odrobinę słońca spędziliśmy na dorzuceniu do kolekcji kolejnego szczytu z KGP. Do Szczawnicy dojeżdżamy dopiero po trzech godzinach jazdy – w tym czasie skutecznie odciążamy nasze plecaki ze zbędnego piwa i na miejscu uzupełniamy zapasy. Na szlak wchodzimy dopiero przed południem ale słońce i piwo dodają nam animuszu.
Wchodzimy na czerwony szlak i trzymamy się autostrady… jak się okazało błędnie bo szlak odbijał gdzieś w las. Idziemy cały czas szeroką drogą, po godzinie widzimy samochód i zaczynamy mieć poważne wątpliwości czy dobrze dreptamy. Odnajdujemy rozwidlenie, strumyk, rzut okiem na mapę i dochodzimy do wniosku, że chyba dobrze idziemy. Po pół godzinie droga się skończyła i wyrosła przed nami ściana drzew bez żadnej ścieżki.

W drodze na Radziejową

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: