Archiwa blogu

Stary Robot w cieniu tragedii


Wolny dzień postanawiamy wykorzystać na wizytę w Tatrach, prognozy są różne więc odpuszczamy wysokie i wybieramy Starorobociański Wierch. Byłoby sporo śmiechu i niezłe zaskoczenie gdybyśmy jednak zostali przy poprzednim planie wejścia na Szpiglas bo jak się okazało niektórzy sprawdzali ile Kiełbasy zaprosił Szpiglas na wczasy:)

Kuzyn Wentyla potrącił Ewe

Kuzyn Wentyla potrącił Ewe

Read the rest of this entry

Północna Grań Wołowca – część bardziej legalna


wschód słońca pod Rakoniem

wschód słońca pod Rakoniem

Read the rest of this entry

Ornak


Tatrzańskie szlaki zapraszają!

Read the rest of this entry

Bella Fantastika pogoda (Siwy Wierch, Brestowa i Grześ)


W głowie już od dawna siedział mi pewien pomysł i w poniedziałek nadarzyła się okazja.
Skacowani i niewyspani po imprezie ok 7 rano udajemy się na Słowację. Pogoda w okolicy nie napawa optymizmem ale zawierzyliśmy prognozom i jesteśmy pozytywnie nastawieni. Im bliżej granicy tym pogoda lepsza, gorzej z drogą bo na Słowacji są korki z powodu remontów. Przed dojazdem do miejscowości Huty podrzuciliśmy jeszcze jedną parę która jedzie do Albanii stopem… nasz plan jakby się skurczył przy ich pomyśle.
Z konkretnie dopakowanymi plecakami nie spiesząc się ruszamy z Wyżniej Huciańskiej Przełęczy. Droga lasem do miłych nie należy, sporo błota i bardzo długa i stroma ścieżka w górę, umilamy więc sobie marsz odciążając plecaki i wspinając się na skałki które są przy drodze. Wiedzieliśmy, że powinniśmy oszczędzać siły i jeszcze sporo zabawy nas czeka ale w sumie jak wypad się przeciągnie to przecież nic się nie stanie:)

JA tu zostaję

Read the rest of this entry

Trzydniowiański ZTGM


Mieliśmy iść na Bystrą w śniegu po pas, ale stwierdziliśmy, że na duperele nie będziemy tracili czasu i w hardcorowej pogodzie chcieliśmy zrobić trzy dni wyrypy. Trzech dni wolnego nie było więc zrobilismy bardzo lajtowo i ZTGMowo Trzydniowiański Wierch przy słonecznej pogodzie. Wyjechaliśmy po 7 rano więc w Chochołowskiej bylismy dopiero 9:30. Najpierw nudne podejście do odbicia na Trzydniowiański, przerwa w lesie po 10 minutach na odciążenie plecaków i zaczynamy bardziej strome podejście. Po wyjściu z lasu poprawiają się nastroje, widokisą przednie, a słońce grzeje tak, że idziemy w podkoszulkach.

Na szczycie czas na chwilę relaksu

Read the rest of this entry

Zimowy Zlot


Od zlotu minęło już sporo czasu, ale skoro mimo złej pogody udało nam się cokolwiek zdobyć oprócz schroniska to kronikarski obowiązek mówi, że trzeba to uwiecznić. Zlot w Chochołowskiej był planowany chyba z miesięcznym wyprzedzeniem dzięki czemu dużo osób mogło się do niego przygotować odkładając pieniądze na schroniskowe piwo w cenie 8 zł, załatwiając sobie wolne w pracy lub dozbrajając się. Suma summarum uzbierał się okrągły tuzin osób które przyszły z nastawieniem na złojenie czegokolwiek mimo pogody i takich którzy nastawiali się na stricte integracyjny weekend. Naszą podróż zaczynamy o 4:40 z Krakowa, standardowo jestem na styk i autobus mi nie odjechał tylko dlatego, że kierowca wyszedł jeszcze na szluga, a taksówkarz po znajomości nie patrzył na ograniczenia prędkości. Dla spieszących się naprawdę polecam 4-cars, z Czyżyn na Dworzec w 7 minut. W autobusie zastaję już Mańka i Kiełbasę z towarzyszkami podróży. Wyciągam browary z kieszeni i zaczynamy podróż. W Zakopanem rozdzielamy się i po uzupełnieniu zapasów udajemy się busem do Kościeliskiej . Swoją drogą, Sofia dzięki za odciążenie plecaków. W busie otwieramy kolejne harnasie i na końcowym przystanku wita nas słońce i czyściutkie niebo. Rozochoceni tym widokiem i pełni optymizmu ruszamy dziarsko w stronę schroniska Ornak. Czas mamy nawet dobry, śniegu mało, w ogóle kto to widział żeby w lutym w tatrach chodzić po trawie? W schronie pół godzinki dla słoninki, zamawiamy kiełbasę, otwieramy kolejne piwo (które to już?). Humory dopisują, a Kiełbasa swoją fantazją zapewnił dobry humor dziewczynie w schronie na resztę dnia:) Ruszamy w dalszą podróż, Bystra prezentuje się naprawdę przepięknie i jedyne co mąci naszą radość to fakt zasuwania teraz znienawidzoną Iwaniacką. Mnie się podobało i wolę 10 razy przejść tam i z powrotem Iwaniacką przełęcz niż raz w zimie na Krzyżne. Słoneczko grzeje, duża przejrzystość, z minuty na minutę jest coraz przyjemniej.

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: