Archiwa blogu

Na Walentkowym cmentarza nie ma, ale plusów też dużo


Ewcia i nawisy

Ewcia i nawisy

Wyjazd poprzedzony burzliwą dyskusją, cel niby oczywisty bo mieliśmy kończyć Liptowskie Mury i przy okazji zaliczyć Walentkowy Wierch. Różnica polegała na tym, że Ewa upierała się na trawersie poniżej Świnicy, ja wolałem podejście przez DPSP i od Gładkiej Przełęczy. Koniec, końców stanęło na moim i przed 7 ruszamy z parkingu. Idziemy szybkim tempem, a temperatura i brak słońca na początku poganiają nas jeszcze bardziej. Przy wyjściu z lasu widzimy, że optymistyczne prognozy się sprawdzają i na niebie pokazują się tylko jakieś pojedyncze chmury. W Piątce jemy śniadanie w towrzystwie rewelacyjnych widoków za oknem, oprócz nas tylko kilka osób i obsługa – za to uwielbiam schroniska górskie zimą!

Read the rest of this entry

Reklamy

Lajcikiem żegnamy sezon jesienny


Świstowa Czuba "Najbardziej spadzista w całych Tatrach"

Świstowa Czuba „Najbardziej spadzista w całych Tatrach”

Jeden dzień wolnego, okno pogodowe max do 14 i znowóż ustawiamy zły budzik na 3 rano… czy tam w nocy. Już za Pcimiem możemy podziwiać długi początek wschodu słońca który zapowiada ładną przejrzystość powetrza. W Palenicy niespodzianka, nie ma myta i możemy spokojnie zasuwać w stronę MOKA. Normalnie widdok z Włosienicy specjalnie by mnie pewnie nie ruszył, ale jak to Ewa ujęła „Dawno nie widzieliśmy tyle w Tatrach”.

Read the rest of this entry

Prognoza nie nastraja optymistycznie, nad Tatrami chmury…


wschód słońca nad Tatrami obserwowany z Głodówki

wschód słońca nad Tatrami obserwowany z Głodówki

Pakój zabukowany od kilku miesięcy, urlop wyznaczony na początku roku, pogoda barowa, więc nie mieliśmy już zbyt dużego pola manewru.

11.09 zameldowaliśmy się w Bukowinie i resztę dnia przeznaczamy na luzowanie się.

Read the rest of this entry

Kozi Wierch


Październik funduje nam pogodę o jakiej każdy górski zboczeniec marzy więc musieliśmy to wykorzystać. Siostra chce zabrać się z nami więc szukamy celu który nie będzie wymagający technicznie, a widoki powinny zapaść na długo w pamięci. Pada na Kozi Wierch od strony DPSP.

Wyjazd po 4 więc łapiemy się jeszcze na pokaz wschodzącego słońca w drodze do Palenicy. Butle z tlenem naładowane – można iść!

Jedna z piękniejszych dolin tatrzańskich

Read the rest of this entry

Nie polataliśmy (Kasprowy, Świnica, Zawrat i Psia Trawka:))


W połowie sierpnia w końcu zaczęło się lato więc pełni entuzjazmu udajemy się w kochane Tatry. Trasę wymyśliła Ewa, jak się później okazało taką samą jak KwaQ niestety ani jemu ani nam nie udało się dojść do celu. Plan był prosty: wjeżdżamy jak typowi turole kolejką na Kasprowy wszak w dalszym ciągu w jego żlebach mógł się czaić groźny śnieg i stamtąd idziemy przez Świnię i Orlą Perć do Piątki na noc. W kolejce do kolejki jesteśmy blisko godzinę przed startem pierwszego wagonika, a i tak się nie załapujemy, więc górną stację osiągamy lekko po 7 i pomijając porywy wiatru to jest naprawdę pięknie. Idziemy, a raczej uciekamy na Bestię przed rodzinami z dziećmi i fanami młodych kozic. Po 20 minutach chmury przysłaniają już tylko Świnicę i gdzieś nad Zachodnimi tworzą się jakieś pojedyncze ciemne kołtuny, rokowania są dobre.

Świnica wyłania się z chmur

Read the rest of this entry

Ładowanie baterii – trójkowa “Piątka”


Mogliśmy jechać na Mazury

Mogliśmy jechać na Mazury

Mój 34 i 35 dzień w górach w tym roku. Po ciężkiej pracy wyruszamy w Tatry z nastawieniem przecierania szlaków i ew. wyjściem na coś charakternego przy pięknej pogodzie. Dzień zaczyna się od tego, że rano odbieramy czekan od Mańka przez co prawie spóźnia się do pracy. Im bliżej Palenicy B. tym widoki są piękniejsze. Zatrzymujemy się w okolicach Karczmy Widokowej i cykamy. Jest pięknie, klimat jak z bajki, najpierw jakiejś przyjemnej, później jak się okazało ze złą Królową Lodu. Zjeżdżamy serpentynami do Palenicy po drodze uskuteczniając Tatry Drift na białej drodze. O 11:15 ruszamy z parkingu i wolnym tempem przedzieramy się przez śnieg. Idzie się dobrze, wiatru nie ma, słońce przyjemnie grzeje, puch lekki, dzień wcześniej ktoś szedł do Piątki więc wiemy przynajmniej gdzie szlak mniej więcej biegnie.

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: