Archiwa blogu

Jak na złość była piękna pogoda:)


W końcu przyszedł magiczny pierwszy dzień urlopu i z moją drugą połówką wybrałem się na 8 dni w ukochane tatry. Bez pośpiechu za to z tłumami fanów Małysza w PKSie udajemy się do Zakopanego i z porządnie wypchanymi plecakami dalej w stronę Piątki. Nie będę się za bardzo rozpisywał, powiem tylko, że w pierwszy dzień dotaszczyliśmy 20 żubrów i jakieś zbędne rzeczy do schronu. Poza nami przewijali się ludzie typu Dionizy z fankami Radia Maryja, dwaj Rzeszowianie którzy umilali sobie czterodniowe oczekiwanie na raki żołądkową gorzką, stado francuzów i jakiś Warszawiak ze Szczawnicy;)

Pierwszego dnia przy zamieci śnieżnej próbujemy wejść na Krzyżne, ale błądzimy i idziemy jakimś żlebem pod Buczynowe Turnie… wycof.

Biało dosyć

Read the rest of this entry

Reklamy

I ZLOT ZTGM W OBRONIE KRZYŻA- BIESZCZADY TARNICA 2010


Relacja autorstwa Kiełbasy vel !:

Łikend zapowiadał się dość ciężko.
O 4:30 w sobotę ustawiłem się z Puchatym, Kefirem i Mankiem na ostatni wyjazd w góry w stanie wolnym. Los tak chciał że na piątek zostałem zaproszony na podobną imprezę. Tym sposobem po baaaaardzo długiej i nie przespanej nocy, przyszło mi wziąć udział w:
I ZLOT ZTGM W OBRONIE KRZYŻA

Tarnica -Jaaaaroooooosław bo ty na nas spojrzałeś..

Read the rest of this entry

Skrzyczne


Czterech głupków z Enigmą na Skrzyczne raz wyjść chciało,
mało brakło, a by im się to nie udało.
Piw kupili dwa tuziny licząc jeszcze na schroniskowe maliny.
Do malin dolali piwa pięć litrów i zabrali się za pozbywanie sików.
Podejścia były ciekawe, widzieliśmy nawet Warszawe.
W drodze na Malinowską skałę znaleźliśmy auto… prawie całe.
Z puchatym wsiedliśmy za stery i szukaliśmy kozic dla jakiejś bajery.
Pustki na szlaku i pogrzeb w Krakowie więc zaświtało nam w głowie.
Kiełbasa miał pomysł przeklęty „schowajmy sobie piwo między grzędy”
W śniegu je zakopaliśmy i w drodze powrotnej trochę się schlaliśmy.
Szczyt został zdobyty w stylu łojantów, ludzie patrzyli jak na palantów.
Kontakt z Krabulem udało się złapać i w stronę Pilska GEKONOWI pomachać.
W drodze powrotnej towarzystwo się rozśpiewało i małą jaskinie spenetrowało.
Ciasno i ślisko tam było, a światło nam się chrzaniło.
Skończyłem z kiełbasą piwo ostatnie, kierowca myślał, że zaraz padnie.
Zjedliśmy obiad konkretny i nagle krzyknęliśmy „O rety!”
Wielkie gady pojawiły się na drodze, prawdziwy raptor warczał w zagrodzie.
Do tricareratopsa Enigma się przytuliła, ale kiełbasę i tak ochrzaniła.
Profesor przegrzebał kosze, a ja ze śmiechu padłem na nosze.
Wczołgał się później do tunelu ciemnego, złapaliśmy głupawkę nie wiedzieć od czego.
Znaleźliśmy ściankę na uboczu żeby t-rexowi zejść z oczu.
Po wszystkim trafiłem na wyspe, niestety słońce było nieczyste.
Nie opalony, lecz rozbawiony zobaczyłem, że Puchaty jest już zmęczony.
Z Eweliną mnie pogonili i do domu żeśmy wrócili.

Bagaż doświadczeń

Read the rest of this entry

Zimowy Zlot


Od zlotu minęło już sporo czasu, ale skoro mimo złej pogody udało nam się cokolwiek zdobyć oprócz schroniska to kronikarski obowiązek mówi, że trzeba to uwiecznić. Zlot w Chochołowskiej był planowany chyba z miesięcznym wyprzedzeniem dzięki czemu dużo osób mogło się do niego przygotować odkładając pieniądze na schroniskowe piwo w cenie 8 zł, załatwiając sobie wolne w pracy lub dozbrajając się. Suma summarum uzbierał się okrągły tuzin osób które przyszły z nastawieniem na złojenie czegokolwiek mimo pogody i takich którzy nastawiali się na stricte integracyjny weekend. Naszą podróż zaczynamy o 4:40 z Krakowa, standardowo jestem na styk i autobus mi nie odjechał tylko dlatego, że kierowca wyszedł jeszcze na szluga, a taksówkarz po znajomości nie patrzył na ograniczenia prędkości. Dla spieszących się naprawdę polecam 4-cars, z Czyżyn na Dworzec w 7 minut. W autobusie zastaję już Mańka i Kiełbasę z towarzyszkami podróży. Wyciągam browary z kieszeni i zaczynamy podróż. W Zakopanem rozdzielamy się i po uzupełnieniu zapasów udajemy się busem do Kościeliskiej . Swoją drogą, Sofia dzięki za odciążenie plecaków. W busie otwieramy kolejne harnasie i na końcowym przystanku wita nas słońce i czyściutkie niebo. Rozochoceni tym widokiem i pełni optymizmu ruszamy dziarsko w stronę schroniska Ornak. Czas mamy nawet dobry, śniegu mało, w ogóle kto to widział żeby w lutym w tatrach chodzić po trawie? W schronie pół godzinki dla słoninki, zamawiamy kiełbasę, otwieramy kolejne piwo (które to już?). Humory dopisują, a Kiełbasa swoją fantazją zapewnił dobry humor dziewczynie w schronie na resztę dnia:) Ruszamy w dalszą podróż, Bystra prezentuje się naprawdę przepięknie i jedyne co mąci naszą radość to fakt zasuwania teraz znienawidzoną Iwaniacką. Mnie się podobało i wolę 10 razy przejść tam i z powrotem Iwaniacką przełęcz niż raz w zimie na Krzyżne. Słoneczko grzeje, duża przejrzystość, z minuty na minutę jest coraz przyjemniej.

Read the rest of this entry

Krzyżne o wschodzie i grań Koszystej


Relacja autorstwa Kiełbasy vel !:

Przed 19 w czwartek wsiadamy w PKS w składzie Eksplorer, Kefir i ja.
Wcześniej mając chwilę pijemy piwko ,co było przyczyna mojego sprintu w krzaki w Nowym Targu. Po zakupach w Tesco równym tempem udajemy się w stronę Kuźnic. Do Murowańca idziemy Jaworzynką. Jest bardzo ciemno bo księżyc jest cienki jak dupa węża. Lekko po 23 docieramy do schronu, gdzie załatwiam nam małą” zniżkę “(wszak o 3 wychodzimy) Prysznic ,piwko na dobranoc budziki na 2:30.
Dzwoni -to straszne,jakby któryś z chłopaków powiedział żebyśmy to olali to bym nic nie miał przeciw. Ubieramy się o 3 wychodzimy na ciemny szlak w stronę Krzyżnego. Przypomina mi się jak szedłem tu z Kilerem ,wtedy było więcej śniegu i dużo jaśniej. Po mękach dochodzimy do Pańszczycy ,ale czas taki jaki miał być. Idziemy po śladach jest ok, az do miejsca gdzie trzeba założyć raki. Okazało się że Kefirowe rozwalają się po kilku krokach
Read the rest of this entry

Daj kamienia! Ganek ,Rumanowy


Relacja autorstwa Mańka: 3:30 dzwoni budzik – “Good Morning “, jaki Morning jak jeszcze ciemno? Aaaa to kierownik wymyślił tak wczesny wyjazd, no cóż Marek ma zawsze racje to trzeba wstać i się ogarnąć. 4:20 ruszamy Zakopianką na południe,zaczyna wstawać słońce, tym razem zero napojów po drodze, cel zbyt poważny. Jak zwykle skład ten sam(Siwy,Kiełbasa i ja) + Kefir, tak tak Kefirek dzisiaj zostanie rozdziewiczony . Droga mija szybko, niebawem parkujemy na parkingu przed Szczyrbskim Jeziorem.Chowamy w potoku zapasy, by były zimne na powrót i śmigamy asfaltem w górę. Niestety, nikt nie chce iść na łatwizne i mój pomysł skrótem zostaje olany . Szybko dochodzimy do schronu, przebieramy obuwie i za mostkiem skręcamy w lewo.

Kamienie, złomiska, rumowiska. To wszystko co pamiętam

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: