Archiwa blogu

Nietypowe podsumowanie nienormalnego roku 2020


Rok zdominowany przez hasło koronawirus i w ogóle wszyscy mieliśmy umrzeć jeszcze bardziej niż jak się kończył kalendarz Majów, lub pluskwa milenijna o północy miała zburzyć porządek cyfrowego świata.

Chill out

Chill out

Read the rest of this entry

Tym razem 1111 m n.p.m.


Kolejny późny wyjazd w góry, tym razem na Jałowiec.

Wodospad Roztoki

Wodospad Roztoki

Read the rest of this entry

Jałowiec na spokojnie


Wyjazd na spokojnie, po pobudce bez budzika. Śniadanie w aucie, pogoda zapowiada się świetna, w nocy popadało, więc parowanie ogranicza zasięg wzroku, ale przynajmniej słońce przyjemnie grzeje.

Z okolic schroniska Opaczne

Read the rest of this entry

ZTGM i PRĄĆ BORKOWSKIEGO


Na weekend majowy pogoda płata figla i zamiast odwiedzać Słowację postanawiamy zrobić rodzinny wypad w Beskid Wyspowy. Dawno, dawno temu wejściem na Luboń Wielki i zejście Percią Borkowskiego zacząłem swoją przygodę z ZTGM, widoków wtedy nie było, jedyne co widzieliśmy to Yeti w lesie. Tym razem liczyłem na jakieś przejaśnienia żeby w końcu zobaczyć cokolwiek z Perci Borkowskiego… ni chuya, nic z tego nie będzie! Wszędzie mglisto ale postanawiamy poczekać na okno pogodowe przed wejściem do lasu. Tak czekamy jedno piwo, drugie piwo i nic. Idziemy dalej, przynajmniej jest sucho. Trasa fajna, moim zdaniem ciekawsza niż Perć Akademików, szkoda, że krótka. Po drodze robimy pięć wyciągów i znajdujemy dwie jaskinie, jedną właściwie znałem, a druga jest kawałek dalej, wejście wąską szczeliną ok dwóch metrów w dół i taka norka pod skałą.

Niezłe kwiatki z tą pogodą...

Niezłe kwiatki z tą pogodą…

Read the rest of this entry

Maraton z Babiej Góry do Jałowca


Z samego rana z Mańkiem udajemy się busem do Zawoji (żeby tradycji stało się zadość, do busa wsiadałem ostatni i minutę później już ruszaliśmy). Droga się dłuży, ciasno, ale przynajmniej pogoda zapowiada się ciekawie. Po dojechaniu na miejsce atakujemy jeszcze przydrożny sklepik i ruszamy na szlak. Wchodzimy do lasu i na dzień dobry mały problem z orientacją w terenie i ustaleniem kierunku niebieskiego szlaku. Idziemy lasem, po kilkudziesięciu minutach dochodzimy do polany i słońce przekonuje nas do zdjęcia bluz. Pogoda zapowiada się naprawdę super. Spotykamy na szlaku jeszcze jakieś małżeństwo które szybko zostawiamy w tyle i zmieniamy szlak na czarny zmniejszając czas przejścia o 1/3.

Polski Mont Blanc

Read the rest of this entry

<span>%d</span> blogerów lubi to: