Archiwa blogu

A, kto nie śmierdzi ten nigdzie nie był – Bobrowiec


Pewna pogoda zapowiadana na środę i decydujemy się prosto po pracy jechać na jakiś lajcik w Tatry. Prace skończyliśmy dopiero po północy więc na parkingu pod Siwą Polaną łapiemy przynajmniej godzinną drzemkę. Budzi nas samochód z kolejnymi ludźmi którzy zamiast spać wolą marznąć i łazić nocą po Tatrach. Krótka wymiana zdań, w planach mają Wołowca, ale pora taka, że wschód chcą witać na Grzesiu. Kwadrans po trzeciej wyruszamy, każdy swoim tempem, pada śnieg z deszczem, księżyc nie daje dużo światła, ale wyraźnie widać gwiazdy co zwiastuje ładną pogodę. Dolina Chochołowska w końcu urzekła nas swoim urokiem, zwłaszcza jak zgasiliśmy czołówki i patrzyliśmy w gwiazdy. Pierwsza część wycieczki mija powiedzmy w niezłym tempie, zwalniamy w momencie gdy wchodzimy po pas w śnieg schodząc przy szlaku w stronę Kaplicy na Chochołowskiej. Faktycznie KAPLICA i nie chodzi o budynek. Odbijamy od razu w stronę wylotu Jasiorów Żlebu (czy jak to się odmienia) i powoli zaczynamy podejście.

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: