Archiwa blogu

Do trzech razy sztuka


W niedzielę jak Prawdziwi Polacy podjechaliśmy przed południem pod kościół. Później zamiast wybrać kobiety, wino i śpiew postanowiliśmy iść w grząskim śniegu na Łosek. Lasek. Losek? Tam gdzie już 2 razy próbowałem wejść i 2 razy zaliczyłem wycof, więc jak to mówią „nie taki diabeł straszny jak go malują”, a Łosek był wymalowany, a się okazał straszny… nieważne.

Pogoda dopisała

Pogoda dopisała

Read the rest of this entry

Bieganie i wędrowanie


Tym razem będzie kumulacja kilku akcji górskich, które zaczęły się już tydzień temu (przynajmniej dla Ewy).

Na dobry początek Ewa korzysta z urlopu wbiegając na Babią Górę podczas gradobicia.

Kilka dni później, w czwartek przebiega 20 km z Żabnicy przez hale Redykalną, Lipowską, Rysiankę i dalej niebieskim trawersując masyw Pilska. Dla odmiany tym razem był zaduch przed burzą. Kiedy Ewa się męczy na podbiegach błotnych szlakach, ja miałem ochotę wyrównać porachunki z Łoskiem.

Bieganie przy takich widokach jest lepsze niż między blokami po mieście

Bieganie przy takich widokach jest lepsze niż między blokami po mieście

Read the rest of this entry

Krótka historia ewakuacji


W sobotę ok południa ruszamy żółtym szlakiem z Koszarawy przez Zapadliska na Lasek (Łosek). Dobrze, że nie ustawiliśmy budzika i nie zrywali na wschód bo pogoda jest mocno nijaka – lekko poniżej zera i niskie chmury trzymające smog nad całą okolicą. Zaraz na początku wycieczki wita nas pierwszy problem – brak mostu nad rzeką. Poziom wody wysoki, kamienie zalane, generalnie kiepsko. Chodzimy po okolicy ale nie ma dogodnego miejsca żeby przekroczyć Koszarawę. Wygrzebuję spod lodu dechę, która kiedyś była elementem mostu i buduję prowizorkę (ciekawe ile sezonów wytrzyma).

Most na rzecze Kwai chowa się w cień mojej konstrukcji

Read the rest of this entry

<span>%d</span> blogerów lubi to: