Archiwa blogu

Motylem byłem ale przytyłem


W ostatni piątek otwarliśmy sezon wspinaczkowy, nie spodziewam się armat w tym roku, ale każda wizyta w skałach jest lepsza niż siedzenie w domu. Na rozgrzewkę pobawiliśmy się w Dubiu, Norbert najpierw na sztucznej ścianie ćwiczył trawersy, później wędkował Domek Biedronek III i w połowie drogi rodzice powiedzieli żeby już zjeżdżał co nie sprawiło tyle radości co wspinanie. Ewa trochę z dołem, trochę na wędkę, ale generalnie rozbija się o to, że buty są za ciasne i znowu trzeba wymienić;) Ja założyłem wędkę na wymienionej wcześniej trójce, a na ostatnie chwile w skałach wbiłem się w Debiut w Dubiu V, po kilku ruchach przypomniałem sobie, że już kiedyś się do tej drogi wstawiałem i nie puściła… Teraz też nie puściła i to chyba nawet w tym samym miejscu. Psycha siadła, lot mógłby być niefajny i ewakuowałem się z przedostatniego ringa. Cóż, może następną razą.

Później przyszły święta i tradycyjnie zrobiliśmy górski spacer, tym razem na Błatnią.

W mieście powietrze wyglądało dobrze, ale jak osiągnęliśmy pułap smogu, znowu było widać powietrze…

Read the rest of this entry

Luz po Śląsku ( Błatnia i Klimczok)


Piękna pogoda i tylko jeden dzień wolnego. Zastanawialiśmy się gdzie uderzyć i doszliśmy do wniosku, że będzie luz ponad wszystkim, wybraliśmy Błatnią w Beskidzie Śląskim. Na miejscu jesteśmy dopiero ok 13 więc pierwszą bateryjkę musimy uruchomić już na drugiej prostej. Wyciągam piwo z plecaka a tu zonk. Kilka dni leżało w zamrażarce i mam chmielowe lody, a nie piwo. Gdzieś za pierwszym większym wzniesieniem udaje mi się napić i dalsza droga to już czysta przyjemność.

ZTGM!

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: