Archiwa blogu

4 lata Summitate


W tym miesiącu mijają 4 lata od kiedy zacząłem prowadzić blog górski. Tyle trwa przerwa między Igrzyskami Olimpijskimi, Mistrzostwami Świata i Europy w piłkę nożną. To chyba dobry czas na krótkie podsumowanie działalności i jakąś refleksję.

Zimowe klasyki

Read the rest of this entry

A na zakończenie urlopu – Skrzyczne zimą


Najlepszym przyjacielem człowieka jest pies, a najlepiej bernardyn bo ma beczułkę z rumem:)

Najlepszym przyjacielem człowieka jest pies, a najlepiej bernardyn bo ma beczułkę z rumem:)

Ostatni dzień przeznaczony na szwędanie się po okolicy okazał się najlepszy widokowo. Po śniadaniu, wymeldowaliśmy się z pokoju, spojrzeliśmy z parkingu na Czupel który teraz był ośnieżony i wyłaniał się z chmur. Skoro taki pagórek może ładnie wyglądać, a dzień zapowiada się ładny to może Skrzyczne. Też KGP, pełna panorama z wierzchołka, schron fajny, zimą mnie tam nie było, a Ewie zawsze nie po drodze. Miało być na totalnym lajcie i tempo faktycznie takie było bo po tygodniowym odpoczynku już siły nie mieliśmy na skracanie czasów.

Read the rest of this entry

Skrzyczne


Czterech głupków z Enigmą na Skrzyczne raz wyjść chciało,
mało brakło, a by im się to nie udało.
Piw kupili dwa tuziny licząc jeszcze na schroniskowe maliny.
Do malin dolali piwa pięć litrów i zabrali się za pozbywanie sików.
Podejścia były ciekawe, widzieliśmy nawet Warszawe.
W drodze na Malinowską skałę znaleźliśmy auto… prawie całe.
Z puchatym wsiedliśmy za stery i szukaliśmy kozic dla jakiejś bajery.
Pustki na szlaku i pogrzeb w Krakowie więc zaświtało nam w głowie.
Kiełbasa miał pomysł przeklęty „schowajmy sobie piwo między grzędy”
W śniegu je zakopaliśmy i w drodze powrotnej trochę się schlaliśmy.
Szczyt został zdobyty w stylu łojantów, ludzie patrzyli jak na palantów.
Kontakt z Krabulem udało się złapać i w stronę Pilska GEKONOWI pomachać.
W drodze powrotnej towarzystwo się rozśpiewało i małą jaskinie spenetrowało.
Ciasno i ślisko tam było, a światło nam się chrzaniło.
Skończyłem z kiełbasą piwo ostatnie, kierowca myślał, że zaraz padnie.
Zjedliśmy obiad konkretny i nagle krzyknęliśmy „O rety!”
Wielkie gady pojawiły się na drodze, prawdziwy raptor warczał w zagrodzie.
Do tricareratopsa Enigma się przytuliła, ale kiełbasę i tak ochrzaniła.
Profesor przegrzebał kosze, a ja ze śmiechu padłem na nosze.
Wczołgał się później do tunelu ciemnego, złapaliśmy głupawkę nie wiedzieć od czego.
Znaleźliśmy ściankę na uboczu żeby t-rexowi zejść z oczu.
Po wszystkim trafiłem na wyspe, niestety słońce było nieczyste.
Nie opalony, lecz rozbawiony zobaczyłem, że Puchaty jest już zmęczony.
Z Eweliną mnie pogonili i do domu żeśmy wrócili.

Bagaż doświadczeń

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: