Archiwa blogu

Weekend majowy (Turbacz i Czupel)


W Sobotę wyciągam puchatego na Turbacz który od dawna chodził mi po głowie i dopiero wchodząc na szczyt skojarzyłem, że już tutaj kiedyś byłem. Pogoda całkiem przyjemna, wybieramy „ciekawszy szlak” od strony Nowego Targu. Zielony szlak z Kowańca przy dużej przejrzystości pewnie może obfitować w miejsca z których widać tatry, nam jednak dla kapuścianej góry trafiła się kapuściana pogoda. Słońce niby świeci ale dookoła wszędzie chmury. Początek podejścia to jedno wielkie mrowisko więc odradzam robić tam piknik, trasa bardzo piknikowa to i piwa sobie nie żałowaliśmy i na drogę powrotną już niestety brakło. Szczyt sam w sobie ciekawy nie jest, widoków nie było, za to spotkaliśmy wesołą grupkę, że tak powiem seniorów którzy też bawią się w KGP i zostały im jeszcze 4 szczyty.

Wejście na szczyt to takie 8a;)

Read the rest of this entry

Skrzyczne


Czterech głupków z Enigmą na Skrzyczne raz wyjść chciało,
mało brakło, a by im się to nie udało.
Piw kupili dwa tuziny licząc jeszcze na schroniskowe maliny.
Do malin dolali piwa pięć litrów i zabrali się za pozbywanie sików.
Podejścia były ciekawe, widzieliśmy nawet Warszawe.
W drodze na Malinowską skałę znaleźliśmy auto… prawie całe.
Z puchatym wsiedliśmy za stery i szukaliśmy kozic dla jakiejś bajery.
Pustki na szlaku i pogrzeb w Krakowie więc zaświtało nam w głowie.
Kiełbasa miał pomysł przeklęty „schowajmy sobie piwo między grzędy”
W śniegu je zakopaliśmy i w drodze powrotnej trochę się schlaliśmy.
Szczyt został zdobyty w stylu łojantów, ludzie patrzyli jak na palantów.
Kontakt z Krabulem udało się złapać i w stronę Pilska GEKONOWI pomachać.
W drodze powrotnej towarzystwo się rozśpiewało i małą jaskinie spenetrowało.
Ciasno i ślisko tam było, a światło nam się chrzaniło.
Skończyłem z kiełbasą piwo ostatnie, kierowca myślał, że zaraz padnie.
Zjedliśmy obiad konkretny i nagle krzyknęliśmy „O rety!”
Wielkie gady pojawiły się na drodze, prawdziwy raptor warczał w zagrodzie.
Do tricareratopsa Enigma się przytuliła, ale kiełbasę i tak ochrzaniła.
Profesor przegrzebał kosze, a ja ze śmiechu padłem na nosze.
Wczołgał się później do tunelu ciemnego, złapaliśmy głupawkę nie wiedzieć od czego.
Znaleźliśmy ściankę na uboczu żeby t-rexowi zejść z oczu.
Po wszystkim trafiłem na wyspe, niestety słońce było nieczyste.
Nie opalony, lecz rozbawiony zobaczyłem, że Puchaty jest już zmęczony.
Z Eweliną mnie pogonili i do domu żeśmy wrócili.

Bagaż doświadczeń

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: