Archiwa blogu

Radość z życia – Koperszadzka Grań


I ujrzeliśmy naszą grań

I ujrzeliśmy naszą grań

Urodziny mojej żony, więc cel tatrzański wybrała sama, mnie jedyne co zostało to zamówić pogodę i zrobić rano śniadanie. Wstajemy dosyć późno bo dopiero o 5, a pogoda za oknem budzi nadzieje, że prognozy jednak się nie sprawdzą. W Tatrach dwójka rosnąca, zapowiadają sporo chmur z których popołudniu może czymś sypnąć, jednak bo dojechaniu do Jaworzyny Spiskiej i wyjściu na szlak wita nas czyste niebo i wiosna.

Read the rest of this entry

Prognoza nie nastraja optymistycznie, nad Tatrami chmury…


wschód słońca nad Tatrami obserwowany z Głodówki

wschód słońca nad Tatrami obserwowany z Głodówki

Pakój zabukowany od kilku miesięcy, urlop wyznaczony na początku roku, pogoda barowa, więc nie mieliśmy już zbyt dużego pola manewru.

11.09 zameldowaliśmy się w Bukowinie i resztę dnia przeznaczamy na luzowanie się.

Read the rest of this entry

Zagraliśmy Sławkowi na Nosie


Na Sławka wybraliśmy się dosyć późno bo dopiero po 10 byliśmy w Smokowcach, pogoda zapowiadała się super i pozostał tylko problem z parkingiem. Słowacy się wycwanili i niezależnie od miejsca liczą sobie 5,60 ojro za dzień. Jak mus to mus, parkujemy przy kolejce na Hrebeniok i piechotą między uschniętymi i połamanymi drzewami zasuwamy do góry. Pogoda nas nakręca ale idzie się jakoś ciężko. Za skrzyżowaniem szlaków widzimy świerze ślady łap misiocypa i zastanawiamy się czy będzie miał ochotę na jakieś kabanosy ale jedyne spotkanie na szlaku to stado kozic które nic sobie z nas nie robi.

Ewa i nasz przewodnik

Read the rest of this entry

Wycof spod Przełęczy


Przez cały sezon pogoda nas nie rozpieszczała, więc zgrzeszylibyśmy nie korzystając ze słońca w tatrach na początku października. W niedzielę o 18, prosto z pracy jedziemy niezniszczalnym Bravo w stronę Łysej Polany. Samochód zostawiamy na parkingu, góral po wzmacnianej herbatce mówi, że będzie pilnował żeby żaden miś się do niego nie dobrał i spokojnym krokiem ruszamy asfaltem do schroniska w Roztoce. Spokojny krok, kończy się po kilku minutach gdy słyszymy jakieś ruchy w lesie i dzięki temu meldujemy się kwadrans przed zamknięciem kuchni w schronie. Jesteśmy trochę zdziwieni bo wszędzie plączą się licealiści. Skoro nie będzie snu to będzie ZTGM, zamawiamy do piwa naleśniki i grillowane oscypki z żurawiną, później jeszcze jakieś wino leci i reszta piw chyba zostaje nam na poniedziałek. Wstajemy w miarę lekko o 6, zbieramy się z łóżka, zostawiamy śpiwór na parterze i żwawym krokiem ruszamy w stronę Morskiego Oka.

Mięgusze, Cubryna i Mnich z drogi do MOKA

Read the rest of this entry

%d blogerów lubi to: