Monthly Archives: Sierpień 2013

Łabajowa rehabilitacja


Nie dane jest mi regularnie się wspinać w tym sezonie, wczoraj przyszedł czas, że w końcu mogłem uderzyć w skały po zszywaniu kciuka. Wybór padł na Sarnią Skałę bo dawno nas tam nie było… Na tyle dawno, że skręciliśmy w złą uliczkę w lesie i trochę czasu straciliśmy na poszukiwania, gdy już znaleźliśmy skałę zaczynało coraz mocniej kropić, drogi były obwieszone przez kursantów, Ewie spadły morale i powiedziała, że tylko Łabajowa może uratować dzisiejszy dzień:) Parę kilometrów dalej już świeci słońce, oprócz nas dwie osoby, no to szpeimy się. Chciałem się rozgrzać na jakimś IV- ale Ewa powiedziała, że tu po prawej jest taka fajna droga, wygląda na łatwą, takie IV+ to zrobiła by to na wędkę. No to ktoś tą wędkę musiał założyć, wchodzę w drogę, przy drugim ringu już czuję, że ta moc co kiedyś, udało mi się zmęczyć 4 ringi, do piątego startowałem kilka razy no ale cholerna rysa nie chciała puścić (albo psychika chciała wracać). Zjeżdżam. Ładnie się zaczyna. Zmieniamy się teraz idzie Ewa, przynajmniej trzeba sprzęt odzyskać, doszła do tego samego miejsca co ja i zastanawia się po co wogóle się pcha wyżej jak tam są chwyty na kogoś z lepszą techniką, albo wyższym wzrostem, patrzy na trawers po prawej, ale jednak karze mi tam wracać i zakładać to auto. Idę, droga mnie wypruła jak conajmniej VI+, jestem już w tym samym miejscu gdzie skończyłem, rozglądam się, dobra widzę jakiś dobry chwyt głęboko w rysie, ale żeby do niego sięgnąć muszę nogami stanąć na małych gówienkach. Robię dwa szybkie ruchy, jest, sięgam, zmiana ręki, szukanie drugiego chytu, kurde gdzie on może być?! Coś wyłapałem po lewej i zauważam, że minąłem ostatni przelot. Nie dosięgnę z mojego miejsca, a zejść tędy nie mam szans. Pcham się dalej w górę przywierając do skały, na zmianę mówię ” o jakie piękne chyty” i kilka niecenzuralnych słów, wierzgam nogami (musiało to wyglądać komicznie) ale jakoś drogę zrobiłem, stanowisko jest… ulga. PeZetPeEr zrobiony.

Nie wiem po co ale przymierzamy się później do Mniszkowej, Ewa walczy na Ambonie za V-, ja wchodzę w Kancik V+. Pamiętałem, że na wędkę to było banalne i w sumie z dolną puściło za drugim podejściem, trochę bardziej chaotyczne ruchy niż przy wędkowaniu, ale dla mnie było to sporo łatwiejsze od tego IV+ co robiłem przed chwilą.

Dzień uratowany, zobaczymy kiedy znowu uda się wybrać w skały.

Pierwsza część foto-topo Łabajowej 

Dziury Jury cz.1 – Jaskinia Żarska


30 stopni ciepła, czyste niebo, normalni ludzie pewnie chodzą dzisiaj po górach albo się wspinają. Ponieważ jeszcze nie zdjęli mi szwów musiałem wybrać jakieś spokojniejsze zajęcie  i pomyślałem, że dobrze będzie schować się pod ziemię.

Kilometrów trochę narobiłem obchodząc do okoła żółty szlak, a raczej ścieżke dydaktyczną „Dolina Racławki – Wąwóz Żarski” przy okazji odbiłem kilka razy od znakowanej ścieżki i po długich poszukiwaniach i przeganianiu psów udało mi się zlokalizować Jaskinię Borsuka w której w 2010 roku znaleziono najstarszy pochówek na ziemiach polskich. Głęboko nie wchodziłem bo samemu się przeciskać to jdnak trochę strach,  a poza tym byłem bez bluzy i nie podobała mi się wizja, że muszę się przeciskać między pająkami.

Pajęczaki w jaskini Borsuka

Pajęczaki w jaskini Borsuka

Read the rest of this entry

Alkohol szkodzi zdrowiu


W sobotę miało być piwo, w niedzielę wspinanie, skończyło się na SORze o drugiej w nocy. Kufel (pusty) pęknął mi w ręce i przeciąłem sobie kciuka do kości, więc zamiast się wspinać mam trochę czasu na uzupełnienie topo, dopisaniem kilku dróg które udało mi się zrobić w sierpniu. Formy i tak nie mam więc powyżej IV+ się nie wypuszczam… A miał być mocny sezon :F

Na przełomie lipca i sierpnia udało mi się zawitać w Łyse Skały gdzie najpierw zrobiłem OS „Rocznicę 11.11” za IV+, chyba z pięć ringów i na ostatnich metrach gniazdo os. Miałem odpuścić bo miejsce do długiego odpoczynku kiepskie ale wyczekałem moment mniejszego ruchu przy gnieździe i cichaczem na szybko przeszedłem na wprost przez gniazdo. Później korzystając z braku ludzi, bawiliśmy się w trawersy i chodzenie na tarcie nie robiąc żadnej konkretnej drogi.

05.08 przed pracą postanowiliśmy wyskoczyć na Łabajową gdzie siadło „Kursowe zacięcie” za IV i w moim odczuciu prostsze „Jęki Królika” IV+. Później był już tylko tydzień tyrania zwieńczony kontuzją w pierwszy dzień weekendu:)

Przy okazji, w ostatnich dniach na Łabajowej miał miejsce wypadek i zaleca się ostrożność, a najlepiej omijanie drogi „Krakowskie Kobiety” którą podobno robił poszkodowany i pozostałych mających wspólnie z nią pZ bo w górnej części jest gniazdo os!

Edit: I na Łabajowej już nie ma os:)

%d blogerów lubi to: